piątek, 14 stycznia 2022

Upłynął 2021 - czyli zmiana kuchni z sielskiej w sielską nowocześnie

 Zmiany dokonane w 2021 roku - a zwłaszcza metamorfoza w domku.


Zima w pierwszych daniach stycznia 2021 roku była pięknie mroźna i śnieżna.
Były spacery do bobrowych żeremi, kuligi, wariacje w śniegu.



Chatka stała pięknie otulona białym puchem.


We wnętrzu było przytulnie, zwłaszcza przy rozpalonym kominku. Tylko pomimo wpadającego ostrego światła w pokoju, z roku na rok, robi się coraz ciemniej, przez pomarańczowienie sosnowych desek sufitowych. Żona coraz bardziej namawia mnie na remont.


Na przedwiośniu musiałem rozprawić się z moim "lasem", który niepostrzeżenie przybrał na sile i wybujał wysoko. Korzystając z usług szydłowieckiej firmy, przyciąłem końcówki drzew, aby spowolnić ich rozwój.



A za chwilę obudziła się do życia przyroda. Rozwinęła nam przed domem istny dywan ze stokrotek.


Aż miło było zrobić sobie przerwę w pracy przy domku, grzejąc twarz w ciepłych promieniach wiosennego słońca.


... i poleżeć na kobiercu z kwiatuszków.


Zima się skończyła, ale pora myśleć o kolejnej. Tym bardziej, że stare zapasy drewna puściłem już z dymem. 


Oprócz stokrotek w ogrodzie pojawiły się również inne ozdoby.



Dla urozmaicenia przybyła nowa partia roślin do nasadzenia. Pora poeksperymentować z rododendronami.


Ten łan stokrotek był tak uroczy, że długo utrzymywałem na trawniku kwietną wysepkę.


Dołączyły do nich irysy.


Za chwilę rozkwitły róże, rudbekie, hortensje



Nawet borówka amerykańska obsypała jak nigdy.




Ciepłe, wiosenne pobyty na wsi umilaliśmy sobie biesiadami przy ognisku



oraz wizytami rodzinki, przyjaciół i zabawami na trawie.



Moje kochane Subaru, zaczęło mnie zawodzić. Numer przy powrocie znad morza jeszcze mu wybaczyłem, ale jak się rozkraczyło podczas wyprawy w Bieszczady, to niestety musieliśmy się pożegnać...



I w sierpniu powitaliśmy tego nowego członka naszej brygady:


A, jak to mówią, sierpień, to jesień. I nawet się nie obejrzeliśmy, jak zaczęła się szkoła (dla Filipka już średnia -nowe technikum) i jak liście zaczęły przybierać złotą barwę i spadać z drzew.


W początkach jesieni skoczyliśmy na aktywny weekend w Bieszczady, aby zdobyć Tarnicę i Bukowe Berdo. Mało nam było letnich wypraw, kiedy to odwiedziliśmy Wrocław, Warszawę, później nadmorskie Dębki, Bukowiec w Bieszczadach i eksplorowaliśmy Beskid Niski i okolice Wysowej Zdroju.


Po powrocie, coraz bardziej zaczęliśmy myśleć o remoncie w domku. Wymusił to zakup innej, większej lodówki, która niestety nie mieściła się w dotychczasowym miejscu. Trzeba było przerobić szafki. No i się zaczęło...


Dojrzeliśmy do decyzji, aby rozstać się ze ścianką ozdobną z kamienia, która w zamyśle miała być barkiem, do siedzenia przy nim i łączności z kuchnią. W trakcie tych kilkunastu lat okazała się tylko barierą i oprócz efektu wizualnego, w praktyce nie zdała egzaminu. Wyrok zapadł: Wyburzyć!


Z początku było mi trochę żal, nie powiem, bo to był mój autorski projekt sprzed lat... Ale czego człowiek nie zrobi dla kochanej żony :-) ?


W ostatnich dniach października ścianka zaczęła znikać z naszego wnętrza domu. Taka mała ścianka, a remont - prawie "generalny", bo tyle kurzu i pyłu, to nie było od budowy!


Listopadowe święta i weekendy spędziliśmy już w odmienionym stanie. Mogliśmy się już ganiać w berka wokół kominka.


Do Świąt Bożego Narodzenia zostało półtora miesiąca. Stwierdziłem, że najwyższa pora nastała, aby zacząć zmiany w kuchni.


Z pomocą lokalnego fachowca dokonał się remont podłogi po wyburzonej ścianie.


Jasnego koloru nabrały też wybejcowane na biało deski sufitowe.


Teraz beli zaczęły przytłaczać pokój swoją wielkością i kolorem. Padł pomysł na ich rozbielenie kredową farbą.


W międzyczasie, w pierwszych dniach grudnia, dopadła naszą rodzinę pandemia. Rozchorowaliśmy się na COVID i musieliśmy pozostawać w izolacji niemalże 2 tygodnie. Na szczęście choroba obeszła się z nami łagodnie - mam nadzieję, ze był to efekt przyjęcia szczepień. Czas ten spędziliśmy w mieście z daleka od wioski i domku oraz trwającego remontu. Na szczęście pan Karol super sobie radził sam z malarskimi pracami. Kiedy mogłem już wyjść na świat, to do świąt zostało kilka dni. A ja bardzo chciałem skończyć kuchnię i wysprzątać dom na święta, abyśmy mogli już spędzać tu mile bożonarodzeniowy czas. Szybko zabrałem się do pracy, bo bardzo chciałem tę zabudowę kuchenną zrobić samodzielnie.


Po kilku dniach udało się stworzyć szkielet szafek i zamontować blaty (przy czym pomógł mi znów Karol i jego wspaniała zagłębiarka Festool).


Niestety błąd przy zamawianiu szuflad spowodował, że na święta nie udało mi się zmontować całości. Fronty i szuflady założyłem już w pierwszych dniach 2022 roku.



W Nowy 2022 Rok wchodzimy korzystając z nowej, innej, nowocześniejszej kuchni.
A czy ona jest sielska? Na pewno jest nasza i bardzo nam się podoba, gdyż spełnia oczekiwania zarówno wizualne, estetyczne jak i funkcjonalne. Cieszę się też z faktu, że zrobiłem ją prawie całkiem sam!



poniedziałek, 21 grudnia 2020

Kończy się ten dziwny 2020 rok...

 Kończy się...

Dzisiaj już 21.12.2020. Za parę dni Święta Bożego Narodzenia, a jeszcze za chwilę Nowy Rok.

Przez tę pandemię COVID-ową wszystko się zmieniło - praca, wyjazdy, nauczanie, relacje z ludźmi, wizyty i odwiedziny...

Przez wprowadzane obostrzenia coraz częściej bywaliśmy na swojej wiosce. Nasz drugi dom, stał się taką naszą weekendową oazą i odskocznią. Wiosenne inwestycje jeszcze lepiej przygotowały go do pełnienia funkcji całorocznego gospodarstwa.

Aż miło pojechać i nacieszyć się swobodą, powietrzem i grzejąc się przy trzaskającym ogniu w kominku.

Ostatnia sobota upłynęła na wędzeniu świątecznych wędlin. Pogoda tego dnia była tak spokojna, bezwietrzna i sucha, że nie odczuwało się niskiej temperatury. Wiele godzin spędziłem na dokładaniu do paleniska. Choć moje "urządzenie" jest banalnie proste, to spełnia swoją funkcję wyśmienicie. Warto było poświęcić cały dzień i pół nocy! Będzie co pojeść w święta i czym się podzielić z najbliższymi.





Kiedy ja doglądałem wędzarki reszta rodziny przygotowywała świąteczne ciasteczka i ubierała choinkę.



A w zeszłą niedzielę odwiedziłem swoich sąsiadów znad rzeki. Jakiś czas temu tuż obok nas, może ze 100 metrów od płotu, zadomowiły się bobry. Przystosowały dla siebie spory odcinek rzeki konstruując kilka żeremi. Dla ich stworzenia powaliły sporo drzew, nawet kilka starych i grubych wierzb.

Widać, że teren dziczeje. Natura przejmuje go z powrotem. Niekoszone łąki. Nieodwiedzane ścieżki. Nieprzejezdne drogi. Brak zwierząt gospodarskich - krów, koni, kóz, owiec - powoduje zarastanie terenu. Niestraszone takim towarzystwem zadomawiają się dzikie zwierzęta. Bobry przejęły rzekę, dziki panoszą się w chaszczach na zarośniętych łąkach i pastwiskach. Jeże i listy dreptają tuż za płotem, a bażanty w pobliżu nawołują się z krzykiem... Niby duża wieś, ale tuż za płotami ludzkich siedlisk króluje dzika natura. Mało kto nawet wyjdzie z domu na spacer, ewentualnie przyjedzie lub przyjdzie główną drogą, wejdzie na podwórko i tyle...