wtorek, 7 czerwca 2022

Wiosna 2022



 



Magnolie w tym roku uroczo zakwitły.


Kolejna wiosna rozpoczęta zmianami: sterta kamieni czekających na swój czas znalazła inne, nowe miejsce w ogrodzie i już nie blokuje wjazdu w bramie.


Kilka metrów sześciennych kamienia czeka od lat na placu. Pomysłów jest kilka, ale nie mogą doczekać się realizacji. W planach jest obłożenie piwnicy. Ostatnio pojawiła się idea kuchni ogrodowej z piecem do pizzy i wędzarnią. Zobaczymy, może kiedyś uda się coś zmaterializować...


W tym roku pierwszy raz bajecznie zakwitła wisteria oplatająca werandę. Dostała pełno wielkich, filetowych kwiatów, które rozsiewały wokół siebie wspaniałą woń.




Po przełożeniu kamieni z boku domu powstało całkiem swobodne miejsce parkingowe, które w drugiej części dnia daje przyjemny cień i chłód w aucie.



W tym sezonie skusiłem się, pierwszy raz w dziejach, na zrobienie podniesionej grządki. W wypełnionej kompostem oraz ziemią ogrodową skrzyni posadziłem flance jarmużu, porów i selerów oraz posiałem pietruszkę, marchewkę i buraki. Sporą część stanowi również cebula.


Winobluszcz przy piwnicy dostał nowe podpory. Jest nadzieja, że pnącze lepiej obrośnie betonową skorupę ziemianki i pokryje ją zielenią liści.


Porządki dotknęły również najbardziej zaniedbany kąt działki przeznaczony na składowanie drewna opałowego. Po wywiezieniu kilku taczek zeschłych liści oraz wiórów i trocin ukazał się całkiem nieźle opanowany gospodarczy zakątek.


Przy okazji ogrodowych porządków udało się pozyskać całą taczkę "własnego", samodzielnie wyprodukowanego kompostu. W ten sposób powstała kolejna "doświadczalna" grządka pod uprawę ogórków.



W pierwszych dniach czerwca znalazłem chwilę, aby rozpocząć remont drewnianych konstrukcji. Na pierwszy ogień poszły słupy od zadaszenia schodów wejściowych. Od kilku lat niezabezpieczone belki i deski zaczęły niszczeć - drewnochron złuszczył się, drewno zaczęło sinieć, brzydko wyglądać i tracić swoje właściwości. Po usunięciu starej powłoki położę nową warstwę zabezpieczającej lazury.









piątek, 14 stycznia 2022

Upłynął 2021 - czyli zmiana kuchni z sielskiej w sielską nowocześnie

 Zmiany dokonane w 2021 roku - a zwłaszcza metamorfoza w domku.


Zima w pierwszych daniach stycznia 2021 roku była pięknie mroźna i śnieżna.
Były spacery do bobrowych żeremi, kuligi, wariacje w śniegu.



Chatka stała pięknie otulona białym puchem.


We wnętrzu było przytulnie, zwłaszcza przy rozpalonym kominku. Tylko pomimo wpadającego ostrego światła w pokoju, z roku na rok, robi się coraz ciemniej, przez pomarańczowienie sosnowych desek sufitowych. Żona coraz bardziej namawia mnie na remont.


Na przedwiośniu musiałem rozprawić się z moim "lasem", który niepostrzeżenie przybrał na sile i wybujał wysoko. Korzystając z usług szydłowieckiej firmy, przyciąłem końcówki drzew, aby spowolnić ich rozwój.



A za chwilę obudziła się do życia przyroda. Rozwinęła nam przed domem istny dywan ze stokrotek.


Aż miło było zrobić sobie przerwę w pracy przy domku, grzejąc twarz w ciepłych promieniach wiosennego słońca.


... i poleżeć na kobiercu z kwiatuszków.


Zima się skończyła, ale pora myśleć o kolejnej. Tym bardziej, że stare zapasy drewna puściłem już z dymem. 


Oprócz stokrotek w ogrodzie pojawiły się również inne ozdoby.



Dla urozmaicenia przybyła nowa partia roślin do nasadzenia. Pora poeksperymentować z rododendronami.


Ten łan stokrotek był tak uroczy, że długo utrzymywałem na trawniku kwietną wysepkę.


Dołączyły do nich irysy.


Za chwilę rozkwitły róże, rudbekie, hortensje



Nawet borówka amerykańska obsypała jak nigdy.




Ciepłe, wiosenne pobyty na wsi umilaliśmy sobie biesiadami przy ognisku



oraz wizytami rodzinki, przyjaciół i zabawami na trawie.



Moje kochane Subaru, zaczęło mnie zawodzić. Numer przy powrocie znad morza jeszcze mu wybaczyłem, ale jak się rozkraczyło podczas wyprawy w Bieszczady, to niestety musieliśmy się pożegnać...



I w sierpniu powitaliśmy tego nowego członka naszej brygady:


A, jak to mówią, sierpień, to jesień. I nawet się nie obejrzeliśmy, jak zaczęła się szkoła (dla Filipka już średnia -nowe technikum) i jak liście zaczęły przybierać złotą barwę i spadać z drzew.


W początkach jesieni skoczyliśmy na aktywny weekend w Bieszczady, aby zdobyć Tarnicę i Bukowe Berdo. Mało nam było letnich wypraw, kiedy to odwiedziliśmy Wrocław, Warszawę, później nadmorskie Dębki, Bukowiec w Bieszczadach i eksplorowaliśmy Beskid Niski i okolice Wysowej Zdroju.


Po powrocie, coraz bardziej zaczęliśmy myśleć o remoncie w domku. Wymusił to zakup innej, większej lodówki, która niestety nie mieściła się w dotychczasowym miejscu. Trzeba było przerobić szafki. No i się zaczęło...


Dojrzeliśmy do decyzji, aby rozstać się ze ścianką ozdobną z kamienia, która w zamyśle miała być barkiem, do siedzenia przy nim i łączności z kuchnią. W trakcie tych kilkunastu lat okazała się tylko barierą i oprócz efektu wizualnego, w praktyce nie zdała egzaminu. Wyrok zapadł: Wyburzyć!


Z początku było mi trochę żal, nie powiem, bo to był mój autorski projekt sprzed lat... Ale czego człowiek nie zrobi dla kochanej żony :-) ?


W ostatnich dniach października ścianka zaczęła znikać z naszego wnętrza domu. Taka mała ścianka, a remont - prawie "generalny", bo tyle kurzu i pyłu, to nie było od budowy!


Listopadowe święta i weekendy spędziliśmy już w odmienionym stanie. Mogliśmy się już ganiać w berka wokół kominka.


Do Świąt Bożego Narodzenia zostało półtora miesiąca. Stwierdziłem, że najwyższa pora nastała, aby zacząć zmiany w kuchni.


Z pomocą lokalnego fachowca dokonał się remont podłogi po wyburzonej ścianie.


Jasnego koloru nabrały też wybejcowane na biało deski sufitowe.


Teraz beli zaczęły przytłaczać pokój swoją wielkością i kolorem. Padł pomysł na ich rozbielenie kredową farbą.


W międzyczasie, w pierwszych dniach grudnia, dopadła naszą rodzinę pandemia. Rozchorowaliśmy się na COVID i musieliśmy pozostawać w izolacji niemalże 2 tygodnie. Na szczęście choroba obeszła się z nami łagodnie - mam nadzieję, ze był to efekt przyjęcia szczepień. Czas ten spędziliśmy w mieście z daleka od wioski i domku oraz trwającego remontu. Na szczęście pan Karol super sobie radził sam z malarskimi pracami. Kiedy mogłem już wyjść na świat, to do świąt zostało kilka dni. A ja bardzo chciałem skończyć kuchnię i wysprzątać dom na święta, abyśmy mogli już spędzać tu mile bożonarodzeniowy czas. Szybko zabrałem się do pracy, bo bardzo chciałem tę zabudowę kuchenną zrobić samodzielnie.


Po kilku dniach udało się stworzyć szkielet szafek i zamontować blaty (przy czym pomógł mi znów Karol i jego wspaniała zagłębiarka Festool).


Niestety błąd przy zamawianiu szuflad spowodował, że na święta nie udało mi się zmontować całości. Fronty i szuflady założyłem już w pierwszych dniach 2022 roku.



W Nowy 2022 Rok wchodzimy korzystając z nowej, innej, nowocześniejszej kuchni.
A czy ona jest sielska? Na pewno jest nasza i bardzo nam się podoba, gdyż spełnia oczekiwania zarówno wizualne, estetyczne jak i funkcjonalne. Cieszę się też z faktu, że zrobiłem ją prawie całkiem sam!