środa, 7 września 2022

Koniec wakacji 2022 - prace konserwatorskie

 Po długim sierpniowym weekendzie zaczyna "pachnieć" jesienią.

Ogród wybujał, a przerośnięte kwiaty kładą się na grządki. Pierwsze żółte liście spadają z nagrzanej sierpniowym upałem lipy. Przyszedł czas, aby wykorzystać wolne chwile na prace przy domu, które w chłodniejsze dni, będą przychodziły już z trudem. Trzeba wziąć się w sobie i przygotować do kolejnej zimy. Czas odświeżyć drewniane schody, zadbać o komin i drewno na opał. Na szczęście mój Filip jest wspaniałym pomocnikiem i dzięki jego zaangażowaniu, praca posuwa się znacznie do przodu.

W trakcie konserwacji naszej werandy napotkałem takiego gościa. Pierwszy raz w życiu widziałem na żywo modliszkę.


Filip pomalował między sierpniowymi burzami nasze drewniane schody i odświeżył starą ławkę.



Od jakiegoś czasu prosił mnie też o zrobienie mu drążka do ćwiczeń. Wykreowałem mu "plenerową siłownię" na naszych skróconych brzozach. Zanim wytnę je całkowicie będą mieli plac do ćwiczeń.


Od taty z garażu przywiozłem trochę desek i płyt. Udało się zrobić "trwałą prowizorkę", czyli szybką wiatkę na drewno stolarskie, które trudno gdzieś schować, a żal patrzeć kiedy moknie i niszczeje. W ten sposób upiekłem trzy pieczenie na jednym ogniu: zluzowałem tacie garaż, zbudowałem schron dla drewna i ochroniłem ścianę szopki przed deszczem i wilgocią. A i chaos przy budynku gospodarczym został ogarnięty i zapanował w tym zakątku ogrodu ogólny ład.




Kolejną ważną robotę, którą wykonał mój syn, było umycie elewacji domu od północnej strony. Przez kilkanaście lat do momentu otynkowania budynku nazbierało się sporo zielonej powłoki. Ta część domku nigdy nie widzi słońca więc wilgoć i cień robi swoje, a glony coraz bardziej zabarwiały jasną strukturę tynku. Najgorzej było w narożu ganku, gdzie w bliskim sąsiedztwie rośnie kilkunastoletni cis. W ruch poszła myjka ciśnieniowa i po kilkudziesięciu minutach czyszczenia elewacja była jak nowa. Obyło się bez stosowania jakiejkolwiek chemii. Wystarczyła tylko woda natryskiwana pod ciśnieniem.





Drewna mam trochę, na pewno na zimę wystarczy. Mimo to, dotarła od kuzyna pierwsza partia grabiny  przywieziona w bagażniku jego samochodu. Ostatnio zbudowałem kolejną wiatę na dodatkowe miejsce do magazynowania "nadwyżek" opałowych - wszyscy mówią, że kryzys węglowy i energetyczny przełoży się również na problemy z dostawami drewna kominkowego. Warto sobie zrobić choć niewielki zapas.



Kiedy my z Filipem byliśmy zajęci pracami gospodarczymi pozostali domownicy spędzali czas, na tym co lubią najbardziej. Igo "rzeźbił" w drewnie opanowując sztukę używania dremela. Żona korzystała z ostatnich ciepłych sierpniowych dni i łapała ultrafiolet czy lekturze książki i smaku pysznej kawki. Tosia natomiast spędzała czas przy swoich ulubionych plastyczno-kreatorskich zajęciach w zaciszu domku umilając sobie twórczość słuchaniem muzyki.




Letnie burze ujawniły niedoskonałości obróbek blacharskich przy dymowym kominie. Na jednym z rogów pojawił się spory zaciek po strużce wody spływającej po ściance komina. Musiałem wdrapać się  na dach, aby zdiagnozować problem. Przy okazji chciałem wymierzyć otwór kominowy, aby zamówić tzw. strażaka, czyli hełm zasłaniający wlot przed deszczem i wiatrem. Dobrze, że to zrobiłem, a nie zamawiałem w "ciemno", bo dziura okazała się większa niż nakładałem. Stawiałem na 27x14, a okazało się, że wynosi ponad 17x40 cm. Zamówiłem więc i czekam na dostawę. Przy okazji zrobiłem kilka zdjęć na nasz ogród. Trzeba przyznać, że z roku na rok, drzewa i krzewy coraz bardziej przysłaniają widok na okolicę.








Obejrzałem kominy i dostrzegłem małe ubytki w uszczelnieniu między obróbką blacharską a cegłą klinkierową. Musiałem się przygotować do prac naprawczych. Zaopatrzyłem się w uszczelniacz dekarski i linę. Tak przygotowany wróciłem na dach. Jednakże stromizna dachu dała mi się we znaki i nie dałem rady zaizolować kominów dookoła. Udało i się jedynie uszczelnić komin na krótszym boku, tam gdzie wchodziła woda. Mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu sytuacja została opanowana. Muszę jednak wrócić tam kiedyś lepiej przygotowany, w linę przerzucona przez kalenicę i przywiązaną na dole, ubrany w uprząż alpinistyczną i bardziej przyczepnych butach, bo moje basenowe ciapeczki, mimo że gumowe, to ślizgały się jak diabli.



Na koniec ciekawostka - nasza magnolia zakwitła ponownie jesienią. Dostała dwa pąki na czubkach krzewu. Mam nadzieję, że nie osłabi to jej rozwoju i dostanie pąków zimowych, które równie piąknie zakwitną na przyszłą wiosnę.


I jeszcze jedno: idzie nowe! Będzie na naszej wsi światłowód. Już stawiają słupy i rozciągają kable. Za kilka miesięcy powinniśmy mieć szybkie i nowoczesne łącze do Internetu.





Brak komentarzy: