Deszczowo... Niemal cały październik zapłakany... Przebłyski słońca, jeśli są, to trwają krótko...
Nie można nacieszyć się z jesieni, z jej kolorów, z prac ogrodowych, z zaplanowanych na tę porę roku inwestycji działkowych...
Dzięki Stachowi udało się zrobić dwie pary nowych drzwi do naszej piwniczki. Stare były już tak spróchniałe, że nie stanowiły żadnego zabezpieczenia. Brakuje co prawda skobelka, ale okucia i zawiasy przełożone są od starych wrót.
Jak już kiedyś pisałem, nie mam na tą chwilę czasu i wolnych środków finansowych, aby estetyczniej wykończyć nasz zabytek. Czekam, aż ładnie i gęsto obrośnie winobluszczem...
Moknie też naszykowany przez tatę Stacha materiał na drewutnię...
Kotwy zabetonowane czekają tylko na bezdeszczową pogodę i zaprzyjaźnionych cieśli. Oby znaleźli parę dni na zestawienie budowli... Może w listopadzie! Zobaczymy...
W ogrodzie - już listopadowo: pierwsze przymrozki zniszczyły ostatnie kwiaty i delikatne liście winogronu, orzecha i dalii, a liście z innych kilkudziesięciu moich drzew lecą na potęgę!
Ostatnia różyczka wydaje się być najwytrwalszą!
Dom skryty w kolorowych liściach czeka na nasz przyjazd...
Może będzie okazja - wszak idą dwa długie weekendy!



































