wtorek, 27 września 2022

Strażak na kominie

Wrześniowa akcja kominowa zakończona sukcesem!
Na początku września zamówiłem w nowosądeckiej firmie Andrex nasadę przejściową na komin oraz pasującego do niej strażaka. Otwór kominowy był dość duży, bo miał ponad 40x17cm.
Nasadę zrobiona na wymiar i przysłano do mnie kurierem. Nie obyło się bez małej przeróbki, ponieważ kołnierz nasady mający się wsunąć w głąb komina, opierał się na jego ściankach zwężających się ku dołowi. Musiałem szlifierką kątową naciąć narożniki i po tej operacji konstrukcja blaszana osiadła na kominie. Mogłem przystąpić do zamocowania strażaka na kominie.
Główne prace udało się to przeprowadzić w ciepły i słoneczny piątek - 23. września.
Przy okazji montowania nasady zaizolowałem obróbki blacharskie komina przy połaci dachowej, gdyż od jakiegoś czasu obserwowałem małe przecieki wewnątrz domu.

Mam nadzieję, że zamontowanie strażaka zabezpieczy wnętrze komina przed deszczem, śniegiem oraz podmuchami wiatru, które powodowały cofanie dymu do wnętrza szybu i groziły wysadzeniem szyby kominkowej.

Teraz domek prezentuje się dostojnie i bezpiecznie z nowym kominem!




Prace rozpocząłem od wymiarów i zamówienia odpowiedniej nasady.



Otwór kominowy okazał się większy niż się spodziewałem. Wynosił ponad 40x17 cm, ale zwężał się w głąb.





Kiedy dotarła przesyłka z Andrexu okazało się, zgodnie z oczekiwaniami, że nasada nie wejdzie gładko, gdyż wewnętrzny kołnierz oprze się na zwężających się ściankach komina. Nacięcie narożników poskutkowało.


I wreszcie mogłem przystąpić do ostatecznego montażu. Przygotowany w linki, sznury, drabinki kominiarz amator-akrobata przystąpił do pracy. Wcześniej zakupiłem w Szydłowcu metalowe wbijane kotwy z nakrętkami. Dobrałem do nich jeszcze duże podkładki i wyposażony w niezbędne narzędzia wlazłem na mój strony, bo 45-stopniowy, dach. Najgorzej było wywiercić w blasze otwory pod kotwy. Wiertło po wykonaniu pierwszej pary otworów, nieco się stępiło i kolejne trzy - szły już bardzo powoli.
Musiałem z dołu fajnie Na szczęście udało się wywiercić jednym kompletem wierteł, bez schodzenia z dachu i szukania innych, nowszych lub ostrzejszych. Całość po zamocowaniu posmarowałem uszczelniaczem dekarskim.







Zadowolony z siebie mogłem zejść na dół z nadzieją, że temat komina ogarnąłem na kilka ładnych lat. 








 

Brak komentarzy: