Należała kiedyś do sąsiada.
Ma chyba ze 100 lat...
W jej pobliżu rósł mały sad - jabłonie, wiśnie, śliwy, czarny bez.
W wyniku przeróżnych splotów wydarzeń - kupna, komasacji gruntów, spadku, darowizny - znalazłem się w jej posiadaniu...
Była pierwszym budyniem na mojej działce!
Kiedy zapadła decyzja budowy domku jej los wisiał na włosku.
Wielu doradzało - znajomi, rodzina, sąsiedzi, nawet architekt prowadzący - aby ją rozburzyć.
"Po co ci to?", "Teraz takie coś nie przydaje się", "Zasłoni ci dom", "Ile byś miał kamienia z rozbiórki", itd.
Nie ugiąłem się! Stoi do dziś.
Na tą chwilę ma formę przejściową - bo wygląda jak makieta "Kurska" - obłożona grubym styropianem, wyrzeźbiona nożem do tortów jak igloo (przez ś.p. Pana Witka), zabetonowana, półokrągła, ze sterczącym kominkiem wentylacyjnym... Czeka na lepsze czasy finansowe, aby kiedyś "obrosnąć" w piaskowcowe murki oporowe,
ładną fasadę i zostać obsypaną ziemią, którą porosną skalne roślinki, krzewy, bluszcze...
Zostały też trzy stare jabłonie - są bardziej majową ozdobą, niż "jabłkodajnią jesienną".Zawsze pięknie kwitną i pachną, a latem dają uroczy cień w upalne dni. Owoców już tylko jak na lekarstwo... Mało, a jeśli więcej, to trapią ją jakieś choroby. Próbuję czymś tam pryskać, ale ogrodnik ze mnie chyba słaby, bo pomóc im jakoś nie mogę.
Chyba, że mi ktoś doradzi, jak radzić sobie ze starymi jabłoniami, aby owoc dobry dały?
A piwniczka - mam nadzieję, że kiedyś będzie prawdziwą ozdobą mojego podwórka...