Lipiec 2014!
Mój najstarszy syn Filipek, ukończył 1-szą klasę! Z wyróżnieniem, z dyplomami! Tata jest dumny jak paw!
Ignaś, pożegnał się z przedszkolem i jako sześciolatek rozpocznie naukę w pierwszej klasie. Nie może się doczekać, kiedy zacznie się rok szkolny! Tutaj na ostatnim przedszkolnym występie.
W czerwcu i lipcu nigdzie nie pojechaliśmy. Pierwszy raz od kilku lat, kiedy drugą połowę czerwca spędzaliśmy nad morzem w uroczych Dębkach. Niestety w tym roku urlopy zaplanowane później, na drugi miesiąc wakacji, czyli sierpień (w planach tym razem Pieniny!).
Nidzie nie pojechaliśmy, to znaczy gdzieś dalej - nad morze, w góry...
Powszednie dni zlatują nam w Radomiu. Pomiędzy pracą próbujemy zorganizować naszej trójce wakacyjne rozrywki: kino, basen, sala lub plac zabaw, park, przejażdżki rowerowe...
Nie możemy się doczekać natomiast weekendów, aby prysnąć, choć na kilka chwil, na naszą wioskę!
Cieszę się, że nie jesteśmy skazani, tak jak inne mieszczuchy, na przeżywanie letnich skwarów w nagrzanym blokowisku.
Nie ma to jak kąpiel w upalne południe na własnej działce w prywatnym basenie! :-)
Albo harce w rzeczce, która szemrze sobie tuż za naszym płotem (a po lipcowych burzach woda przybrała do komfortowego stanu i sięga nawet do kolan).
A jak nam tego mało, to zawsze możemy pomoczyć ciała w malowniczych niedalekich Chlewiskach, nad zalewem ośrodka wypoczynkowego Mexicana.
A jak się już pokąpiemy, nabiegamy i zgłodniejemy, to jakże smakuje kiełbaska z ogniska..., palce lizać!
Czasami biwakują z nami nasi Przyjaciele i goście (tutaj babcia Lenka i Olafek) ...
A jak trzeba wracać do miasta, to włos się jeży na głowie...,
a Tosia krzyczy: "Nie chcę do miasta, ja chcę zostać tutaj!"
I znowu odliczamy dni do kolejnego piątku!
Torby spakowane! Zaraz wyjeżdżamy!
Miejmy na dzieję, że słoneczko dopisze, kości i skórę wygrzeje!
Prognozy są obiecujące...