Szczególnie te rodzinne...
Nie zapomnę, jak gniewałem się na moją kochaną mamę za to, że WYRZUCIŁA na śmietnik stare, piękne, aczkolwiek niegrające radio retro..., które należało do jej rodziców!!!
Od tamtego czasu wie, że zanim coś wyrzuci trzeba się mnie spytać...
I w ten sposób obrastam w rodzinne fetysze, które stają się ozdobą mojego domu...
Nieobliczalny sentyment mam do przedmiotów, które należały do mojego dziadka Leona...
Nigdy GO nie znałem - zmarł na serce na długo przed moimi urodzinami...
Ale dzięki opowieściom mojej mamy i miłości, jaką ona do niego żywiła - wydaje mi się, jakbym znał go od zawsze...
Radomski strażak, marynarz, "wodniak" - cudny człowiek!
Przed wojną (i krótko po niej - do '48) pływał na Batorym i Pułaskim...
Odwiedził podczas rejsów Genuę, Neapol, Nowy Jork, Rio de Janeiro... i wiele innych cudnych miejsc - o których ja wiem tylko z telewizji...
Z tamtych lat zostały pocztówki, które wysyłał do swojej młodej żony oraz kochanej siostry i matki.
Teraz cieszą moje oczy widoki wspaniałych fotografii (o niesamowitej jakości wykonania) przedstawiające tamte miejsca, a na odwrocie przepiękna przedwojenna kaligrafia mojego dziadka i czułe słowa do rodziny...
Lubię też inne rzeczy:
Jego stary pogrzebacz od pieca kaflowego... służy do grzebania w moim kominku...
Maglownica, prasująca jego pościel i obrusy jest teraz ozdobą mojego parapetu...




6 komentarzy:
Też lubię takie sentymentalne przedmioty. Fajnie że pogrzebacz do dzis ci słuzy!
Witaj ! Miło poznać Ciebie wraz z sympatyczną Rodzinką.
Ciepło, rodzinnie i sentymentalnie tutaj. Właśnie tak lubię.
Pozdrawiam
Piekny mlynek. Dobrze ze pielegnujesz pamiec po dziadku. W ten sposob on ciagle zyje, i duchem jest z Wami.
I ja kocham te rodzinne fetysze :)
Dziękuję za odwiedziny na moim blogu.
Pozdrawiam ciepło.
Takie przedmioty są najcenniejsze. Zawsze, ilekroć wkładam chustę po Babci mam wrażenie, że jest ze mną nadal. Albo kiedy nakrywam stół wydzierganym przez Nią obrusem. Po mojej kochanej Gosi ( siostra Mamy ) zostały mi maleńkie, porcelanowe tygielki. Piłyśmy z nich kawę z okazji większych i małych. Po Dziadku została nam półka kuchenna, która zrobił własnoręcznie. I to są nasze najcenniejsze skarby. Nowe, designerskie mogą się przy nich schować!
Pozdrawiamy najserdeczniej!
Hej, hej mam taki sam mlynek w mojej mlynkowej kolekcji !!!
http://kubek-agnicy.blogspot.com/2011/03/moje-mlynki-do-kawy-i-pieprzu.html
Pa-Ag
Prześlij komentarz