wtorek, 22 lutego 2011

Koło młyńskie

Dostałem dawno temu od Pana Leszka - właściciela Młyna - stare, wytarte koło młyńskie. Z racji gabarytu i ciężaru nie mogłem go sobie, ot tak, przynieść do siebie. Pan Leszek powiedział: "Nic się nie martw, nie zginie - odstawione pod schody niech stoi i czeka. Zabierzesz, jak będziesz mógł."
I stało parę lat...
Dom rósł i teren również - drzewa i krzewy...
Kiedy nadeszła pora - zorganizowaliśmy wyprawę do młyna i z pomocą Pana Leszka i jego traktora - koło znalazło się u nas.
Teraz stanowi ozdobę ogrodu - pełni funkcję stołu!
W sąsiedztwie znajduje się mini skalniak w rozpękniętym pniu gruszy ściętej z rodzinnej miedzy...
Teraz wszystko przysypane śniegiem i ścięte mrozem.
Ale już niedługo wiosna i pojawią się, lada moment, krokusy i przebiśniegi...
Może znowu zazieleni się moja droga, która dla sąsiadów i znajomych, była zjawiskiem niespotykanym!
Każdy się dziwił: "Drogę z drewna układasz?!"
A ona służy już parę lat i pewnie jeszcze trochę posłuży!
Ważne, że ułożona własnymi rękami, z pomocą taty i ś.p. Pana Witka (serdecznego sąsiada, Przyjaciela rodziny i Złotej Rączki - który odszedł od nas do Nieba, bo tacy ludzie pewnie zawsze chodzą do Nieba...)

1 komentarz:

Unknown pisze...

Takie stare koło młyńskie pewnie niejedną historię mogłoby " opowiedzieć". Ech, tęskni się już do zieleni, wiosny, wieczornym posiedzeniu na tarasie. A tu mróz -27 stopni!Brrrr.