Jesień przyszła na dobre...
Przywitała nas deszczem, chłodem i zapaleniem gardeł...
Leczyliśmy się rotacyjnie, z zachowaniem teorii łańcuchowej.
Kilka dni wyjętych z nauki, pracy, nie mówiąc już o jakichkolwiek atrakcjach pozadomowych.
Na szczęście wirus uciekł równie szybko, jak do nas przyszedł. Obyło się bez antybiotyków i innych nieprzyjemności. Na kontroli u pani doktor w przychodni dostaliśmy zalecenie hartowania.
Więc korzystając z przebłysku pogody wymknęliśmy się na mały spacer.
Wybór padł na skraj Puszczy Kozienickiej, sąsiadujący z zalewem w Jedlni Letnisko.
Podpatrywaliśmy wędkarzy. Znaleźliśmy ślady roboty bobrów - zwalone, a raczej zgryzione, duże drzewo. Powisieliśmy na gałęziach niczym małpy. Urządziliśmy mały piknik z kanapkami i gorącą herbatą z termosa.
Radosne i warte zapamiętania są takie wspólne chwile...

















1 komentarz:
Fajnie. A dzieciaki jak malowane!!
Prześlij komentarz