
Jak mawia Ignaś: "Ojej! Caaała nasa lodzinaaa!"
Cała nasza rodzina spędziła uroczy weekend na wsi.
Pobyt upłynął w charakterze spacerów, zabaw na śniegu i robieniu zdjęć...
Cała nasza rodzina spędziła uroczy weekend na wsi.
Pobyt upłynął w charakterze spacerów, zabaw na śniegu i robieniu zdjęć...
W piątek wieczorem, zaraz po przyjeździe, Filip zatęsknił za bajką - tradycyjna pora wieczorynki dla maluchów - i mówi: "Tata, włączysz nam bajkę?"
Ja nie zdążyłem zareagować, a mały Igo szybo "wypalił":
"A widzis tu gdzieś telewizol?"
Wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem, a chłopcy od razu zapomnieli o bajkach, na 3 dni! (mimo, że w rezerwie miałem komputer, jakby chęć "bajkowania" była bardzo silna).
Najpierw pomagali mi rozpalić w kominku, a później ustawili swoje małe krzesełka przed rozświtloną ogniem szybą i siedzieli wpatrzeni w płomienie grzejąc dłonie.
Po kilkunastu minutach pobiegli na poddasze, gdzie szybciej robi się ciepło (bo odprowadzone jest ciepło z czopucha kominka) i gdzie mają urządzony swój dziecięcy kącik - książki, kolorowanki, narzędzia, samochody... Tam po krótkiej zabawie "temperatura" zrobiła z nich "ciepłe kluseczki" i szybko zasnęli...
A o 6.30 rano w sobotę Ignaś skoro tylko otworzył swe wielkie, niebieskie oczy zakomunikował: "Wstawaj tata, jus jest dzień! Idziemy na dwól"
Ledwo udało się go namówić na szybkie śniadanie. Jak tylko skończyli jeść, ubierali się na wyścigi, kto pierwszy. To był męski spacer - mama została z małą Tosią w domu, bo miała mały kaszelek, a pogoda nie była za piękna - spory mróz i wiatr do tego. Dziewczyny pilnowały domowego ogniska - dosłownie i w przenośni...
Wybraliśmy się tradycyjnie w stronę młyna, ale dzisiaj naszym celem było źródełko na "Dymarkach"...
"Dymarki" to określenie miejsca - tak mawiają o nim okoliczni mieszkańcy.
Położone jest kilkaset metrów za wsią, jeszcze spory kawałek drogi przez las za młynem. Leżące jest na skłonie terenu ciągnącym się od duktu pod lasem do samej rzeki. Dno rzeki w tym miejscu ma rdzawy kolor od złóż rudy żelaza, w które bogaty był tu teren. Podobno w dawnych czasach, znajdowaly się to kopalnie rudy i było tu miejsce wytopu żelaza w prymitywnych piecach hutniczych, zwanych dymarkami. Wypływa tu źródło znane u miejscowych ze smacznej i czystej wody (podobno nawet leczniczej). Kilku mieszkańców parę lat temu obudowało źródełko, żeby nikt go nie zanieczyszczał, i żeby łatwiej nabierać wodę do butelek.
Latem i wczesną jesienią teren ten jest bardziej urokliwy - tuż przy źródle rośnie okazały dąb czerwonolistny, a w bliskim sąsiedztwie znajdują się wrzosowiska i porastają kępy jeżyn. Wypływająca z Dymarek woda tworzy małe bagienko ciągnące się przez kilkadziesiąt metrów do rzeki. Podobno znaleźć tam można nawet owadożerną rosiczkę.
Tam właśnie wybraliśmy się z chłopcami.
Po drodze, spotkaliśmy pod Zyfertowym Młynem, kota należącego do Pana Leszka. I mieliśmy juz towarzystwo na cały spacer - nie odstępował nas ani na krok...
A Filip i Ignaś mieli z niego super uciechę. Szczególnie jak dla zabawy wskakiwał niemalże na każde napotkane większe drzewo...
Kiedy wróciliśmy - opowiadaniom nie było końca.
Mama zrobiła chłopcom ciepłej herbaty z cytryną i uprażyła popcornu.
A zimne ręce, buty i rękawiczki suszyły się przy cieple rozgrzanego kominka...
A oto kilka kadrów z tej wyprawy:
Najpierw musimy przekroczyć rzeczkę...
"Igo, nie bój się kotka, zobacz jak się łasi tacie do nóg..."
Filip pierwszy, Igo drugi, kot trzeci...
A w domku ciepły popcorn i herbata...
A oto kilka kadrów z tej wyprawy:
Najpierw musimy przekroczyć rzeczkę...
Koło młyna czekał na nas kot Pana Leszka...
Filip miał super zabawę, ale Igo wolał się patrzeć z pewnej odległości...
"Igo, nie bój się kotka, zobacz jak się łasi tacie do nóg..."
Kot ruszył w ślad za nami...
Kto pierwszy do źródełka?
A w domku ciepły popcorn i herbata...








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz