Dopisała pogoda, humory i prawie zdrowie.
Piszę "prawie", bo z moją gromadką zawsze się "coś dziać musi". Tosia gorączkowała lekko, marudząc chyba na kolejne pojawiające się ząbki... Przyzwyczajeni już od wiosny do gorączek, nie panikując, daliśmy radę!
Kiedy przyjechaliśmy przywitały nas rozkwitłe kwiaty. Zaraz przy drodze uśmiechała się do nas malwa.
Tuż przy schodach puszczała oczko świeżo przyjęta różyczka.
Cała drewutnia porosła jednorocznym pnączem, które nie wiem jak się nazywa, ale jest wspaniałe - co roku przykrywa to, co nie musi być widoczne. Maskuje równo, najlepiej późnym latem, kiedy bujnie kwitnie, jak na zdjęciu. Około 10 lat temu mój tata przywiózł od kogoś znajomego w papierowej torebce kilka dużych nasion podobnych do pestek dyni. Wysialiśmy ówczesną wiosną "te pestki" pod płotem - wzeszły wszystkie, zaczęły się piąć jak fasola i obrastać mało fotogeniczne miejsce. I tak jest do dziś - z tą różnicą, że teraz ich już nie siejemy... Sieją się same w różnych miejscach - do tego stopnia, że należy je wyrywać. Późną jesienią należy usunąć zwiędłe pnącza wraz z kolczastymi suchymi owocami, aby wiosną w ich miejscu pojawiły się nowe siewki.
Maliny w ogródku zagaiły się równo, przykrywając pożółkłe już pędy ogórków (choć uzbierałem jeszcze ze 4 kilo).
Pojawiły się też pierwsze owoce. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie zbiory będą obfite - na przetwory dla moich maluchów. Strach ma misję, musi pilnować, żeby coś zostało do naszego powrotu.
Reszta niedzieli zleciała na beztroskim bieganiu. Chłopcy stęsknieni za działką biegali po podwórku jak małe psiaki. Piłka nożna, plażowa, rowerek, hulajnoga, samochodzik, piaskownica, huśtawka... Wszędzie ich było pełno. Do domu zagoniły nas dopiero komary - choć przyznać należy, że było ich niewiele! Dały nam nawet zjeść kolację na werandzie.
Poniedziałek rano 15 sierpnia - święto! Trzeba zrobić "ziele" i do kościoła.
My zawsze jak tam jesteśmy, jeździmy na mszę do pobliskiego malowniczego Szydłowca. Tam, w starym,
pięknym kościele są ładne nabożeństwa, a w święta urastają do rangi wspaniałych uroczystości. . Tak było i tym razem. Na szydłowiecki rynek zajechało kilka jednostek straży pożarnych z okolicznych remiz. Do kościoła przybyli przedstawiciele lokalnych władz, delegacje parlamentarzystów, partii politycznych, organizacji kombatanckich.
Całość uświetniały występy szydłowieckiej orkiestry dętej - jednej z najsłynniejszych w Polsce. Po mszy wszystkie delegacje i poczty sztandarowe przeszły pochodem przez miasto do oddalonego od rynku o kilkaset metrów skweru z pomnikiem Marszałka Piłsudskiego. Tam złożono kwiaty i cześć tym, którzy kiedyś zginęli za to, żebyśmy teraz mogli żyć w wolnym kraju - cieszyć się życiem i opowiadać o historii naszym dzieciom.
A poniżej kilka ujęć z uroczystości.
Moje szkraby obserwują, jak tworzy się pochód.
Poczty sztandarowe formują się do marszu.
Kolumna pochodu będzie przechodzić tuż obok perły architektury polskiej - budynku ratusza miejskiego.
Defilada rusza sprzed kościoła. Dla chłopców jest to duże przeżycie. Tym bardziej, że w pochodzie idzie większość strażaków, a obok na płycie rynku stoi kilka odświętnie wyszykowanych wozów strażackich.
A Filip przecież chce być strażakiem... Co ja mówię! On już jest strażakiem. Nawet przedstawia się "Strażak Filip". Pan komendant pozwolił nawet posiedzieć za kierownicą.
Później pochód przeszedł pod pomnik Marszałka.
Delegacje złożyły kwiaty.
Po uroczystości uśmiechnięci mali patrioci wrócili na obiad i dalsze harce na pobliskiej działce.
Szkoda tylko, że mieli łzy w oczach, jak trzeba było wieczorem wracać. Ale za tydzień też będzie jeszcze lato - prognozy są obiecujące...















3 komentarze:
szydłowiecki kościół jest perełką-po raz kolejny odwiedziliśmy go w tym roku i za każdym razem robi na nas duże wrażenie.Mali patrioci- słodziaki:)
Kordianie, ma takie kolczaste ogóry? to kolczurka klapowana, kiedyś przyniosłam do siebie zwykły chmiel, byłam nim zauroczona, bo pnie się, ładne liście, szyszki, a teraz wysiewa się wszędzie, oplata nas i możemy dać mu rady. Dzieci bardzo przeżywają takie uroczystości, byle nie było nudno,a jeśli są wozy strażackie - to pełnia szczęścia, pozdrawiam przemiłą rodzinkę.
Poczytaj na www.magicznyogrod.pl, piszą, że nieszkodliwa, lecznicza, pozdrawiam.
Prześlij komentarz