Rok niepisania i niewidoczności bloga.
Zleciał pod hasłem sieci internetowej nad moim miastem ...
Sieć jest, działa, mieszkańcy korzystają.
Znowu ktoś od nas odszedł, na zawsze, do aniołów...
Patrzy na nas teraz z góry... Ciocia Józia...
Dzieciaczki rosną, Tosia poszła już do przedszkola, Ignaś będzie go kończył, a Filipek już jest pierwszoklasistą.
Jesień i zima była łaskawa, ale do czasu...
Ostatni tydzień nas zaskoczył...
W innych częściach kraju może to częstsze zjawisko, ale u nas zdarza się rzadko, a na pewno nie trwa tak długo. Mówię o gołoledzi i oblodzeniu wszystkiego, łącznie z najdrobniejszymi gałązkami drzew.
W niedzielę wieczorem byłem na swojej wsi - zajrzałam do domku, sprawdzić, czy konwektory włączone utrzymują dodatnią temperaturę, przepalić w kominku, naszykować drew na kolejny raz...
A tu wszystko skute lodem!
Dzięki lampom przydrożnym zrobiłem kilka zdjęć.
Niebawem ferie, może zobaczymy zimowe góry - jest taki plan...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz