piątek, 30 stycznia 2015

Bezśnieżne ferie

A miał być wypad w Bieszczady do Wetliny...
Niestety Polska zima jest chimeryczna i zgodnie z oczekiwaniami zrobiła nam na złość i śniegiem nie poprószyła!
Kolejny raz z rzędu nie mogę dzieciom pokazać zimy w górach, bo jak mam zaplanowany urlop, to wtedy - błota, chlapa i szarość!
Postanowiliśmy więc, te parę dni spędzić wspólnie na naszej wsi, grzejąc się przy kominku, wypadając na wycieczki.
Rozpoczęliśmy od pobliskiego Szydłowca - pięknie prezentuje się odrestaurowany ratusz i zrewitalizowany rynek. Miło pospacerować, przyglądając się wyeksponowanym przez światła elementom architektury. Kościuszko uradowany wskazuje nam kierunek zwiedzania...

Nawet stary pręgierz wygląda malowniczo u stóp wieży ratuszowej.


We wtorek odbyliśmy wycieczkę do Bałtowa. Chcieliśmy zweryfikować opowieści znajomych o zimowych atrakcjach dobrze tu w okolicach reklamowanej "Szwajcarii Bałtowskiej". W województwie świętokrzyskim ferie się wówczas jeszcze nie zaczęły, dlatego turystów i korzystających z zaplecza turystycznego nie było wielu. Nawet letnie atrakcje i place zabaw dawały mojej ferajnie sporo uciechy.

Kiedy dotarliśmy do stoków narciarskich i czynnych wyciągów (mimo wysokiej temperatury powietrza, bo było około 5 st. na plusie)  - chłopakom nagle zrzedły miny. Trzeba się przyznać, że nawet stanęły świeczki w oczach, bo uparli się, a my musieliśmy im niestety wybić to z głowy, żeby pojeździć na nartach. Na nieszczęście nasze i swoje, wybrali się z Radomia (zasugerowani bezśnieżną pogodą) bez odpowiednich ortalionowych i ocieplanych spodni. Założyli zwykłe dresiki, które przy pierwszym upadku, byłyby całe mokre. Nawet nie mieliśmy zapasowych, żeby w razie czego, zmienić na suche.


Na szczęście, dla udobruchania, znaleźliśmy inną bałtowską atrakcję, położoną pomiędzy jedną, a drugą trasą narciarską. Na sporym stoku był kilkusetmetrowy rollercoster. Chłopaki pierwszy raz w życiu mieli okazję zjeżdżać na czymś takim. Żona z resztą też. Piskom z radości i prędkości nie było końca. Tylko naszej najmłodszej Tosi nie wolno było zjeżdżać - ze względów bezpieczeństwa obsługa nie pozwoliła. Wtedy i jej zrobiło się przykro, szczególnie kiedy stała u podnóża góry marznąc i czekając na braci.


Kompleks w Bałtowie zapewnia wiele atrakcji, również dla tych co nie jeżdżą na nartach i desce.
W samym centrum, tuż przy stokach, znajduje się duża stadnina z kilkunastoma końmi. Można oczywiście skorzystać z możliwości nauki jazdy lub spacerów z końmi. Więc kiedy Ignaś z Filipem bawili się na "suchych sankach", Tosia ujeżdżała konika polskiego o dźwięcznym imieniu Konar.


Później obeszliśmy samotnie cały "Jurasic Park". Ignasia o mało nie upolował jeden z biegających tam dinozaurów...


Mój synek bardzo jest wrażliwy na krzywdę innych i bardzo lubi zwierzęta, więc walczył z neandertalczykami, chcącymi zabić mamuta...


Przed wieczorem zmarznięci i zmęczeni dotarliśmy do chatki. Środę spędziliśmy w domu odpoczywając i leniuchując, za to następnego dnia wybraliśmy się w przeciwną stronę.
Chcieliśmy poopowiadać dzieciom o okolicznych zabytkach związanych z rozwiniętym niegdyś w tych stronach przemysłem hutniczym. Muzeum w naszych gminnych Chlewiskach zwiedzaliśmy już parokrotnie, dlatego teraz przyjechaliśmy tuż obok, kierując się przez lasy niekłańskie w stronę Kielc, a dokładnie na teren gminy Zagnańsk, gdzie w Samsonowie znajdują się pozostałości starego zakładu i pieca hutniczego. Dobrze zachowane ruiny wskazywały na niesamowitą, jak na tamte czasy, technologii. Przepusty, kanały wodne, tunele podziemne... Zrobiło to na nas duże wrażenie. Postanowiliśmy, że wiosną wybierzemy się do Maleńca koło Końskich, gdzie jest dobrze zachowany zakład starej walcowni. Dla zainteresowanych polecam stronę: http://maleniec.wrota-swietokrzyskie.pl/o-muzeum .




Wycieczkę psuł nam ciągle siąpiący deszcz. Dlatego z Samsonowa udaliśmy się jedynie do pobliskiego Zagnańska, aby zobaczyć jedno z najstarszych polskich drzew - Dęba Bartka.
Nie byłem koło niego kilka lat - dlatego bardzo mnie ucieszyła poprawiona infrastruktura turystyczna. Widać dobrze zainwestowane fundusze unijne - parking, światła dla pieszych, barierki, podpory i zabezpieczenie drzewa. Może postoi jeszcze "parę" lat, ciesząc oczy kolejnych pokoleń.




Okazuje się, że nie wyjeżdżając daleko też można spędzić mile czas, ucząc się przy tym i poznając piękno, historię i tajemnicę swojego regionu.




Brak komentarzy: