piątek, 24 kwietnia 2015

Kwiecień 2015

W świąteczne przygotowania i wypieki włączyła się w tym roku nasza "silna grupa pod wezwaniem".
Najpierw malutkie rączki ulepiły ciasteczka w kształcie zbliżonym do jajkowego, a po upieczeniu fantazyjnie dekorowały. Tosia ucinała sobie małą drzemkę, ale kiedy tylko przebudziła się, zaraz dołączyła do cukierniczej ekipy.

 Nad wszystkim czuwała oczywiście Iwonka.

 A Filip w skupieniu i z wielkim zaangażowaniem dekorował kolejne mazurki.
W niedzielę wielkanocną wybraliśmy się na naszą wieś, zabraliśmy kupione wcześniej karabinki na wodę, z myślą, że w lany poniedziałek zostaną użyte zgodnie z przeznaczeniem.
I fakt, poniedziałek był lany, ale przede wszystkim z nieba. Raz po raz, na przemian z przepięknym słońcem, przychodziła granatowa chmura i robiła gradowy śmigus-dyngus.


Pistolety musiały poczekać tydzień do następnego weekendu, kiedy to wykonując drobne prace ogrodowe, można była pobyć i pobawić się dłużej na świeżym powietrzu. Chłopaki musieli przetestować również nowy sekator Fiskarsa.


Słonko przyświecało tak ładnie, że z każdą chwilą robiło się co raz cieplej, warstwy odzieży zaczynały znikać, zachciało się lodów i letnich zabaw.




Dobrze i szybko rozpoczętą wiosnę chcieliśmy dobrze wykorzystać - więc w następnym tygodniu po świętach, zaraz z poniedziałku rozpoczęliśmy mały remont domku. Po dziesięciu latach od postawienia ścian, dom doczekał się wreszcie ładnego tynku. Do tej pory był jedynie zaciągnięty klejem i zagruntowany. Bałem się, że niezabezpieczony klej skruszeje i zniszczy się.
Nad całością zadania pieczę sprawował Dziadek Staś, dzięki któremu roboty poszły szybko i sprawnie i po trzech dniach (15.04.2015r.) było już po robocie. Ekipa Pana Andrzeja z sąsiedniej Cukrówki sprawiła się na medal!



W międzyczasie trwają prace przy budowie kanalizacji we wsi. W ostatni piątek pod moją furtką wyrosła z ziemi studzienka kanalizacyjna.



Wszystko posuwa się do przodu. Życie płynie... Inne kończy się...
We wtorek 21.kwietnia odszedł na zawsze nasz miły Przyjaciel Pan Włodzio...
Będziemy go mile wspominać, a nasza droga dojazdowa, wybudowana z podkładów kolejowych, może z powadzeniem nosić imię "Aleja Własysława S.", bo to dzięki niemu powstała z podkładów kolejowych zakupionych w skarżyskich zakładach PKP, w których był wieloletnim naczelnikiem.


Brak komentarzy: