czwartek, 12 kwietnia 2018
Wiosna 2018
Rosną dzieci...
Kiedy zaczynałem pisać tego bloga moja Tosia miała pół roczku!
A teraz?! Uczennica pierwszej klasy! Ignaś już w czwartej a Filipek w piątej!
A Olafek właśnie skończył 6 lat!
Rozpoczęła się kolejna wiosna w naszym życiu!
A z wiosną ruszyliśmy na wioskę.
W "moim lesie" wygrabiłem kiladziesiąt taczek liści! I to tylko po zimie, bo na jesieni większośc była pozbierana! Czekam jeszcze na moje dęby, aby zrzuciły suche listki, które uparcie się trzymają gałązek. Za chwile wypchną je młode pędy.
czwartek, 21 grudnia 2017
Upłynął niemal rok, ale genealogia prawie gotowa!
Nie pisałem dawno... Nie było czasu....
Potrzebny był na inne sprawy... Dzieci... Praca... Dom... Jak u większości z Was!
Ale nie tylko!
Przez cały czas pracuję po nocach nad zgłębianiem historii rodziny i, przy okazji, mojego regionu.
Pojawiają się jeszcze niewidome i "dziury" w danych, niemniej większość jest gotowa. Całe drzewo do 7 albo 10 pokoleń wstecz!
Smerdzyńskich z parafii w Końskich odkryłem i powiązałem do 1580r. !
W Kępińskich z Kunowa zabrnąłem do 1680r. O Fornalskich pisałem już wcześniej.
Rodzinę z Chmielnika: Możdzyńskich, Szymańskich, Zacharskich i większość innych gałęzi głównie z parafii w Chlewiskach - wytropiłem do II połowy XVIII wieku.
Przy Pawlakach z Pawłowa w gminie Chlewiska doszedłem do 1784r.
Jestem na ukończeniu spisywania dziejów naszego rodu na tle przemysłowej historii wsi, jako ważnego ośrodka w Staropolskim Okręgu Przemysłowych. Moi przodkowie byli pracownikami przy działających tam zakładach produkujących stal i narzędzia - we fryszerkach, pudlingarniach, kuźnicach!
Ale o tym już niebawem...
Przedstawiam zdjęcie mojego dziadka Bronisława Pawlaka wykonane zapewne tuż przed wojną lub w pierwszych latach okupacji hitlerowskiej około 1940 roku.
Potrzebny był na inne sprawy... Dzieci... Praca... Dom... Jak u większości z Was!
Ale nie tylko!
Przez cały czas pracuję po nocach nad zgłębianiem historii rodziny i, przy okazji, mojego regionu.
Pojawiają się jeszcze niewidome i "dziury" w danych, niemniej większość jest gotowa. Całe drzewo do 7 albo 10 pokoleń wstecz!
Smerdzyńskich z parafii w Końskich odkryłem i powiązałem do 1580r. !
W Kępińskich z Kunowa zabrnąłem do 1680r. O Fornalskich pisałem już wcześniej.
Rodzinę z Chmielnika: Możdzyńskich, Szymańskich, Zacharskich i większość innych gałęzi głównie z parafii w Chlewiskach - wytropiłem do II połowy XVIII wieku.
Przy Pawlakach z Pawłowa w gminie Chlewiska doszedłem do 1784r.
Jestem na ukończeniu spisywania dziejów naszego rodu na tle przemysłowej historii wsi, jako ważnego ośrodka w Staropolskim Okręgu Przemysłowych. Moi przodkowie byli pracownikami przy działających tam zakładach produkujących stal i narzędzia - we fryszerkach, pudlingarniach, kuźnicach!
Ale o tym już niebawem...
Przedstawiam zdjęcie mojego dziadka Bronisława Pawlaka wykonane zapewne tuż przed wojną lub w pierwszych latach okupacji hitlerowskiej około 1940 roku.
A z okazji zbliżających się Świąt składam Wszystkim
najlepsze życzenia!
Żeby anioły Was strzegły i patronowały na kolejny Nowy 2018 Rok.
I było miło, ciepło i zdrowo.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Wakacje 2017 wystartowały
Wystartowały wakacje, choć nie z kopyta. Ignaś kilkanaście dni przed końcem edukacji zwichnął nogę skacząc w szkole na schodach - najpierw przez tydzień nosił longetę, a teraz dźwiga gips. Tosia w pierwszą sobotę wakacji przeszła zaplanowany wcześniej zabieg usunięcia migdałka nosowego - więc gardło obolałe i antybiotyk osłonowo. Chwilowo więc rozkręcamy się, dochodząc do siebie, podczas leniwej blokowej rekonwalescencji. W krótkich przerwach pomiędzy miejską egzystencją uciekamy na nasze łono natury. Udało nam się nawet troszkę pogrilować przy małym ognisku w promieniach zachodzącego słońca pod naszą chatką.
wtorek, 25 kwietnia 2017
Wczesną wiosną urosła wiatka
Od kilku już lat lubię coś stworzyć wczesną wiosną.
Najbardziej lubię wykorzystać pierwsze ciepłe i słoneczne dni marca.
Tym razem dzięki mojemu tacie, który na jesieni włożył masę pracy i naszykował cały materiał oraz wspaniałemu Panu Andrzejowi z Majkowa, który zechciał z niego budować - powstała nowa drewutnia!
Choć wyszła jak altanka grillowa!
I gdzie ja złoże to drewno kominkowe?
Muszę tworzyć dalej...
piątek, 3 lutego 2017
Nieznana karta historii rodzinnej - zabawa w genealoga...
Rok 2016 minął bezpowrotnie... A nawet zleciał już styczeń! Jak zawsze do tej pory szybko, znienacka, nagle... Postarzał nas o kolejny rok.
Jesiennozimowe wieczory nastroiły mnie nostalgicznie. Upływający czas natchnął mnie na poszukiwania korzeni rodzinnych. Od października kopię w Internecie, szukam w archiwach, urzędach, muzeach... Swoje poszukiwania skupiłem wokół osoby mojego dziadka Józefa Leona Nowakowskiego. W ciągu tych kilku miesięcy, moja wiedza znacznie poszerzyła się, w stosunku do tej, jaką miałem przy pisaniu jeszcze parę lat temu tych postów: klik1 i klik2. Poznałem więcej faktów i zdarzeń z życia dziadka Lolka i jego rodziny, o jakich do tej pory nie miałem pojęcia.
Nieocenioną pomoc otrzymałem od Pani Bożenki, która nauczyła mnie tajników genealogii - wskazała linki do stron internetowych: specjalnych wyszukiwarek, baz danych, cyfrowych bibliotek i banków zdygitalizowanych starych akt metrykalnych. Dzięki niej nawiązałem kontakt, z dalekim kuzynem, Krzysztofem, nieznanym przeze mnie do tej pory, pasjonatem rodzinnej genealogii. Dotarłem do naszych wspólnych korzeni, aż 8 pokoleń wstecz i teraz już razem szukamy dalej...
Okazało się, że dziadek Lolek był wnukiem, pochodzącej z Kunowa, Florentyny Fornalskiej. Idąc dalej w poszukiwaniach odnalazłem i odkryłem piękną kartę naszego bezpośredniego przodka, a jej dziadka - będącego dla mnie 4xpradziadkiem - Franciszka Fornalskiego.
Był to dzielny ułan walczący u boku księcia Józefa Poniatowskiego. Wachmistrz 4. Pułku Jazdy Wojsk Księstwa Warszawskiego, Franciszek Fornalski, brał udział we wszystkich najsłynniejszych kampaniach w Prusach w 1806, w Galicji w 1809, w Rosji w 1812 i w Saksonii w 1813 roku. Uczestniczył w słynnych bitwach ery napoleońskiej: pod Wałami, Frydlandem, Żarnowiem, Smoleńskiem, Możajskiem, Borodinem, Wiaźmią, Czarykowem, nad Berezyną, pod Wittenbergą i w tej tragicznej pod Lipskiem tzw. "Bitwie Narodów". Jako kapral 4. Pułku Jazdy w 1808 roku, za swoje bojowe zasługi, został Kawalerem Orderu Virtuti Militari, zaś w 1813 - Kawalerem Orderu Legii Honorowej, a już jako emeryt w 1857 roku otrzymał Order Św. Heleny. W 1814 roku odszedł z wojska w stopniu sierżanta, a następnie otrzymał rządową posadę strażnika leśnego w okolicach Iłży i Kunowa, na której pracował do swej emerytury. W 1822 decyzją sądu w Radomiu otrzymał potwierdzenie szlachectwa. Zmarł w swym domu w Nietulisku Dużym. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Kunowie. Jego piękny nagrobek, podkreślający zaszczytną służbę wojskową, stoi do dziś na tym cmentarzu. Staraniem pasjonatów historii i lokalnych patriotów, takich jak kuzyn Krzysztof, został niedawno odnowiony i wpisany do rejestru zabytków. Losy ułana Franciszka są chlubą dla całej ziemi kunowskiej. W listopadzie, na Święto Niepodległości, wybraliśmy się z dziećmi na jego grób. Było to niezapomniane przeżycie i dla mnie, i dla dzieci, pokłonić się nad mogiłą świeżo odnalezionego, a tak zacnego, przodka. Nagrobek ten - unikat sztuki kamieniarskiej - jest obeliskiem w kształcie słupa, który od czasów wczesnosłowiańskich symbolizuje grób wojownika. Wykonany jest z miejscowego piaskowca kunowskiego - jest stylizowanym postumentem dla wiszącej na nim wojskowej szabli oraz leżącego na szczycie czako ułańskiego, ozdobionego trzema przyznanymi Franciszkowi orderami.
O całej jego pięknej historii świadczą odnalezione również dokumenty. A z racji, że znajdują się pod moim nosem, w radomskim Archiwum Państwowym, łatwo do nich dotarłem. Tym bardziej, że miałem już kopie i dokładne informacje od Krzysztofa. Podczas wizyty w archiwum miałem możliwość dotknąć, przekartkować i poczytać pożółkłe stare papiery zawierające niemalże całe życie ułana... Miałem przed sobą urzędowe odpisy patentów nadawanych mu odznaczeń, listy stanów służby wojskowej, życiorysy, podania, legitymację szlachectwa... Przeszło sto stron dokumentacji... Oto kilka najciekawszych dokumentów z teczki Franciszka Fornalskiego.
Odpis nadania Virtuti Militari z 1808 roku przez księcia Józefa Poniatowskiego:
Ten sam dokument potwierdzony urzędowo:
Odpis nadania Orderu Św. Heleny z 1813 roku:
Okładka teczki osobowej "strażnika leśnego",
sygnatura 11423 w Archiwum Państwowym w Radomiu:
Jedna ze stron zawierająca tzw. "listę stanu służby":
Ułańskie czako, głownia szabli i ordery na nagrobku Franciszka:
Inskrypcja nagrobna i data śmierci według kalendarza juliańskiego:
Nagrobek znajduje się w centralnej części cmentarza w Kunowie - widać go prosto z bramy:
Bezimienne zdjęcie przechowywane w moim domowym archiwum skrywało postać babci dziadka Lolka - czyli praprababcię Florentynę Nowakowską z Fornalskich ze swym mężem Józefem i starszymi dziećmi: Wacławem i Eleonorą.
Pięciokrotne prawnuki przy grobie swojego przodka Franciszka Fornalskiego.
W ciągu tych kilku miesięcy od października, zbudowałem szerokie drzewo genealogiczne. Odszukałem większość przodków ze wszystkich swoich gałęzi - od wszystkich ośmiorga pradziadków.
Dalej szukam informacji o dziadku Lolku. Czekam na wyniki kwerend z archiwów w Gdyni, Kielcach, Warszawy, parafii w Glinianach, IPN-u... Zobaczymy, co odkryje się w najbliższym czasie..?
A w poszukiwaniach, jak to w poszukiwaniach - raz można dokopać się do złota, a innym razem do ... błota... - żeby nie powiedzieć gorzej. W trakcie swojej kwerendy znalazłem wśród przodków i kuzynów: oprócz wspomnianego ułana, innych powstańców listopadowych, styczniowych, warszawskich, żołnierzy od Andersa, Maczka, czy Hubala-Dobrzańskiego, pilota z dywizjonu 304, śpiewaka operowego, korespondenta Radia Wolna Europa, kilku oficjalistów (ekonomów, karbowego), paru kowali, rymarzy, cieśli, kamieniarzy... Oprócz takich diamentów natrafiłem jednak i na przeszłość kryminalną, i na fałszerstwa aktów metrykalnych, i ucieczki małżonków, i nieprawe związki, i nieślubne dzieci...
sobota, 19 listopada 2016
Wstęp do mojej genealogii - dziadek Lolek strażakiem...
Wszystko się zaczęło od wspomnień związanych z dziadkiem Lolkiem...
Kiedyś pisałem o tym, co zostało o dziadku w pamięci mojej mamy - historia życia i wspomnienia z pływania po świecie.
Niestety, babcia Marysia, u schyłku swojego życia, skutecznie rozprawiła się z większością papierowych pamiątek po dziadku i innych członkach rodziny - o zgrozo, puściła je z dymem w swoim piecu kaflowym! Wydawało jej się, że jak minęło już tyle czasu, jak większości osób już nie ma na tym świecie, jak nikt nich nie zna lub nie poznaje, to można je wyrzucić, zniszczyć, bo nikogo nie będą nigdy interesowały... Nie pomyślała o mnie... Szkoda, że tak się stało! Ocalała niewielka ilość zdjęć i kartek pocztowych z podróży dziadka, którą moja mama przechwyciła od niej trochę wcześniej do swojego domowego archiwum - pewnie zabrałaby więcej, gdyby wiedziała, jak babcia je potraktuje. Dołożyła się do tego grupka fotografii przywiezionych z Wrocławia po śmierci cioci Irki...
Teraz muszę sklejać historię z tej garstki pamiątek, którą mam...
Od wielu tygodni, nie śpiąc po nocach, odtwarzam jego historię i sięgam w daleką przeszłość.
Na tę chwilę jest dużo pytań i niewiadomych pozostających bez odpowiedzi: Kiedy został strażakiem? Przed rozpoczęciem pracy na słynnych polskich statkach transatlantyckich, czy po? Czy pływał już jako strażak, czy w innym charakterze? Kiedy zaczął pływać? Na jakich statkach pracował oprócz "Pułaskiego"? Kiedy rozpoczął służbę w miejskiej straży pożarnej w Radomiu?
W trakcie poszukiwań, doszukałem się w sieci, bardzo ciekawych faktów. Znalazłem informacje o wielu moich przodkach, w tym o rodzinie dziadka Lolka. Dowiedziałem się, że pochodził z bardzo znacznej rodziny, która cieszyła się przez wiele lat uznaniem w Kunowie i okolicach. Przodkowie dziadziusia pięknie zasłużyli dla Polski i na stałe wpisali się w karty jej historii - walczyli w kampaniach napoleońskich, powstaniu listopadowym i styczniowym..., ale o tym następnym razem, bo zapowiada się długa opowieść...
Teraz kilka wspomnień o dziadku Lolku z czasów kiedy był strażakiem związanym w radomskimi zastępami: miejską strażą pożarną i zabezpieczeniem przeciwpożarowym radomskich zakładów pracy - Metalowych (słynnego Łucznika zwanego po wojnie Walterem), RWT (T-9) i ZNTK.
Odszukuję fakty z zatrudnienia dziadka, ale czeka mnie jeszcze wiele nieprzespanych nocy i wiele dni w różnych archiwach w poszukiwaniu śladów po nim.
W tym miejscu mam gorącą prośbę do tych z Was, którzy tutaj trafili, a mogliby mieć dla mnie jakieś wiadomości lub zdjęcia, którymi mogliby się ze mną podzielić. Bardzo Was proszę, jeśli macie, prześlijcie do mnie choć skany na mojego maila naidrokp@gmail.com . W rewanżu przekażę należące do mnie fotografie zeskanowane w bardzo dobrej jakości!
Tutaj ciekawe zdjęcie grupowe przedstawiające ekipę strażaków z Zakładów Metalowych w Radomiu na ćwiczeniach w folwarku Wośniki w 1952r. - tak zanotował dziadek na odwrocie tej fotografii (dziadziuś stoi w koszuli - pierwszy z prawej):
Kiedyś pisałem o tym, co zostało o dziadku w pamięci mojej mamy - historia życia i wspomnienia z pływania po świecie.
Niestety, babcia Marysia, u schyłku swojego życia, skutecznie rozprawiła się z większością papierowych pamiątek po dziadku i innych członkach rodziny - o zgrozo, puściła je z dymem w swoim piecu kaflowym! Wydawało jej się, że jak minęło już tyle czasu, jak większości osób już nie ma na tym świecie, jak nikt nich nie zna lub nie poznaje, to można je wyrzucić, zniszczyć, bo nikogo nie będą nigdy interesowały... Nie pomyślała o mnie... Szkoda, że tak się stało! Ocalała niewielka ilość zdjęć i kartek pocztowych z podróży dziadka, którą moja mama przechwyciła od niej trochę wcześniej do swojego domowego archiwum - pewnie zabrałaby więcej, gdyby wiedziała, jak babcia je potraktuje. Dołożyła się do tego grupka fotografii przywiezionych z Wrocławia po śmierci cioci Irki...
Teraz muszę sklejać historię z tej garstki pamiątek, którą mam...
Od wielu tygodni, nie śpiąc po nocach, odtwarzam jego historię i sięgam w daleką przeszłość.
Na tę chwilę jest dużo pytań i niewiadomych pozostających bez odpowiedzi: Kiedy został strażakiem? Przed rozpoczęciem pracy na słynnych polskich statkach transatlantyckich, czy po? Czy pływał już jako strażak, czy w innym charakterze? Kiedy zaczął pływać? Na jakich statkach pracował oprócz "Pułaskiego"? Kiedy rozpoczął służbę w miejskiej straży pożarnej w Radomiu?
W trakcie poszukiwań, doszukałem się w sieci, bardzo ciekawych faktów. Znalazłem informacje o wielu moich przodkach, w tym o rodzinie dziadka Lolka. Dowiedziałem się, że pochodził z bardzo znacznej rodziny, która cieszyła się przez wiele lat uznaniem w Kunowie i okolicach. Przodkowie dziadziusia pięknie zasłużyli dla Polski i na stałe wpisali się w karty jej historii - walczyli w kampaniach napoleońskich, powstaniu listopadowym i styczniowym..., ale o tym następnym razem, bo zapowiada się długa opowieść...
Teraz kilka wspomnień o dziadku Lolku z czasów kiedy był strażakiem związanym w radomskimi zastępami: miejską strażą pożarną i zabezpieczeniem przeciwpożarowym radomskich zakładów pracy - Metalowych (słynnego Łucznika zwanego po wojnie Walterem), RWT (T-9) i ZNTK.
Odszukuję fakty z zatrudnienia dziadka, ale czeka mnie jeszcze wiele nieprzespanych nocy i wiele dni w różnych archiwach w poszukiwaniu śladów po nim.
W tym miejscu mam gorącą prośbę do tych z Was, którzy tutaj trafili, a mogliby mieć dla mnie jakieś wiadomości lub zdjęcia, którymi mogliby się ze mną podzielić. Bardzo Was proszę, jeśli macie, prześlijcie do mnie choć skany na mojego maila naidrokp@gmail.com . W rewanżu przekażę należące do mnie fotografie zeskanowane w bardzo dobrej jakości!
Tutaj ciekawe zdjęcie grupowe przedstawiające ekipę strażaków z Zakładów Metalowych w Radomiu na ćwiczeniach w folwarku Wośniki w 1952r. - tak zanotował dziadek na odwrocie tej fotografii (dziadziuś stoi w koszuli - pierwszy z prawej):
Twarze słabo rozpoznawalne, choć Komendanta, można rozpoznać! Po pierwszym zdjęciu można przypuszczać, że dziadek, to ten zuch w koszuli, co asekuruje strażaka stojącego na drabinie, trzymając linę odciągową:
W mundurze strażackim brał również ślub z babcią w marcu 1943 roku:
Przekrój wzrostu radomskich strażaków - widać, że przeważali niewysocy, ale wielkoludy też służyli! Ta fotografia zrobiona prawdopodobnie w czasach okupacji hitlerowskiej na terenie jednostki strażackiej przy obecnej ulicy Traugutta w Radomiu.
Mimo, że mocne cienie od hełmów zasłoniły chłopakom oczy, to po rysach można poznać, że dziadek, to ten jeden ze "strażackich krasnali" - stojący z lewej strony na fotografii:
piątek, 28 października 2016
Deszczowo...
Deszczowo... Niemal cały październik zapłakany... Przebłyski słońca, jeśli są, to trwają krótko...
Nie można nacieszyć się z jesieni, z jej kolorów, z prac ogrodowych, z zaplanowanych na tę porę roku inwestycji działkowych...
Dzięki Stachowi udało się zrobić dwie pary nowych drzwi do naszej piwniczki. Stare były już tak spróchniałe, że nie stanowiły żadnego zabezpieczenia. Brakuje co prawda skobelka, ale okucia i zawiasy przełożone są od starych wrót.
Jak już kiedyś pisałem, nie mam na tą chwilę czasu i wolnych środków finansowych, aby estetyczniej wykończyć nasz zabytek. Czekam, aż ładnie i gęsto obrośnie winobluszczem...
Moknie też naszykowany przez tatę Stacha materiał na drewutnię...
Kotwy zabetonowane czekają tylko na bezdeszczową pogodę i zaprzyjaźnionych cieśli. Oby znaleźli parę dni na zestawienie budowli... Może w listopadzie! Zobaczymy...
W ogrodzie - już listopadowo: pierwsze przymrozki zniszczyły ostatnie kwiaty i delikatne liście winogronu, orzecha i dalii, a liście z innych kilkudziesięciu moich drzew lecą na potęgę!
Ostatnia różyczka wydaje się być najwytrwalszą!
Dom skryty w kolorowych liściach czeka na nasz przyjazd...
Może będzie okazja - wszak idą dwa długie weekendy!
piątek, 21 października 2016
Jesiennie...
Jesień przyszła na dobre...
Przywitała nas deszczem, chłodem i zapaleniem gardeł...
Leczyliśmy się rotacyjnie, z zachowaniem teorii łańcuchowej.
Kilka dni wyjętych z nauki, pracy, nie mówiąc już o jakichkolwiek atrakcjach pozadomowych.
Na szczęście wirus uciekł równie szybko, jak do nas przyszedł. Obyło się bez antybiotyków i innych nieprzyjemności. Na kontroli u pani doktor w przychodni dostaliśmy zalecenie hartowania.
Więc korzystając z przebłysku pogody wymknęliśmy się na mały spacer.
Wybór padł na skraj Puszczy Kozienickiej, sąsiadujący z zalewem w Jedlni Letnisko.
Podpatrywaliśmy wędkarzy. Znaleźliśmy ślady roboty bobrów - zwalone, a raczej zgryzione, duże drzewo. Powisieliśmy na gałęziach niczym małpy. Urządziliśmy mały piknik z kanapkami i gorącą herbatą z termosa.
Radosne i warte zapamiętania są takie wspólne chwile...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































