niedziela, 20 września 2015

Szafa - powolna renowacja

W tym sezonie wakacyjnym, jak nigdy wcześniej, spędziłem z rodziną sporo czasu na wsi. Dyżury Iwonki pozwoliły nam tak zaplanować czas, aby na jak najkrócej wracać do miasta. Dzięki temu mogłem wykonać kilka zaległych prac. O wszystkich nie ma co pisać, ale o starej szafie wspomnieć wypada, tym bardziej, że kiedyś obiecałem, że jak się nią zajmę, to poinformuję.
Dużą pomoc przy pracy okazał mi mój syn Filip. Jaki był dumny i zadowolony, że mógł mi pomóc, i że nie była to żadna zabawa, tylko najprawdziwsza praca - prawdziwe narzędzie, kurz, pył i widoczne efekty... Szlifowanie, rozłożonego na części mebla, trwało z przerwami kilka dni. Nieodzowna okazała się szlifierka oscylacyjna i plik papierów ściernych o kilku grubościach.
Pogoda upalna też nam sprzyjała i dzięki temu prace mogliśmy prowadzić na dworze, nie narażając domu na zapylenie i co za tym idzie - długotrwałe sprzątanie.
Problemem jednak okazało się malowanie. Mebel miał otrzymać styl "vintage", jednakże biała lakierobejca z Ikei bardzo ślizgała się pod pędzlem, tworzyła grudki i nie chciała schnąć. Nie bardzo rozumiem, co mogło być tego przyczyną. Czy zestarzała się, czy stare drzewo jej nie przyjmowało...
Zobaczcie kilka zdjęć z etapu szlifowania.
W trakcie malowania byłem tak zły, że o robieniu zdjęć nawet myśleć nie chciałem. Tak naprawdę, to jeszcze nie skończyłem. Stoi już co prawda zmontowana na swoim docelowym miejscu, ale nie czas jeszcze się nią chwalić... Prawdę powiedziawszy nie wiem, czy malować ją drugi raz tą samą farbą z Ikei, czy poszukać czegoś innego?
 

Brak komentarzy: