wtorek, 25 czerwca 2019
Wakacje 2019 zainaugurowane!
Lato rozpoczęliśmy spontanicznym wyjazdem, zaraz po rozdaniu wspaniałych świadectw, nad morze do uroczych i ulubionych przez nas Dębek. Pobyt, mimo że krótki, należał do wybitnie udanych i obfitujących w przygody. Odwiedziliśmy ruchowe wydmy koło Łeby i przejechaliśmy cały Półwysep Helski.
Teraz przed nami dalsza część wakacji. Zobaczymy, gdzie nas zawiedzie!
czwartek, 30 maja 2019
Wiosna 2019 - czas zacząć remontować stare płoty...
Jak z bicza strzeliło ze 20 lat od wymiany płotu, który stawiał mój tata wokół naszej posesji!
Popróchniały rygle i ogrodzenie ledwo trzyma się na tujach i żywopłocie!
Od paru lat stosowałem terapię chwilową, czyli wzmacnianie rygla inną poziomą łatą lub deską.
Niestety efekt mierny i estetyka żadna ...
Dlatego teraz postawiłem na wymianę rygli na nowe. Chociaż jedno wyremontowane przęsło w tygodniu! Wypadałby odnowić z siedem odcinków.
Dobrze, że mam już pomocnika, który chętnie mi pomaga w pracach majsterkowych.
Popróchniały rygle i ogrodzenie ledwo trzyma się na tujach i żywopłocie!
Od paru lat stosowałem terapię chwilową, czyli wzmacnianie rygla inną poziomą łatą lub deską.
Niestety efekt mierny i estetyka żadna ...
Dlatego teraz postawiłem na wymianę rygli na nowe. Chociaż jedno wyremontowane przęsło w tygodniu! Wypadałby odnowić z siedem odcinków.
Dobrze, że mam już pomocnika, który chętnie mi pomaga w pracach majsterkowych.
Nowy płotek, a prezentuje się jak ten stary! To zasługa porządnych, grubych sztachet, które doskonale wysuszone przetrwały te kilkanaście lat. Wystarczyło je delikatnie odbić, powyciągać stare gwoździe i poprzykręcać do nowych rygli! Dwie nowe sztachetki to efekt zacieśnienia przerw między deskami :-)
Na chwilę wpadli do nas "oglądacze telewizora". Ale trzeba im wybaczyć, bo Igo cierpi na dokuczliwą alergię pyłkową i trawy, brzozy i pleśnie nie są jego przyjaciółmi.
Piwnica porasta pomału winobluszczem i czeka cierpliwie na obłożenie piaskowcem...
Piaskowiec z kolei czeka cierpliwie, aby móc kiedyś obłożyć piwniczkę...
Podjazd z setki starych podkładów kolejowych też lekko się posunął. Kiedyś bale leżały kilkadziesiąt lat pod torami, a od 15 już u nas. Niestety widać na nich ząb czasu. Już koło dziesięciu wymaga wymiany, bo spróchniałe i spękane drewno rozpada się pod kołami samochodów. Czas myśleć o czymś trwalszym!
Wreszcie przyjęły się malwy. I to chyba na dobre! Szkoda tylko, że rosną tak blisko ściny piwnicy, bo przy remoncie, trzeba będzie je wykopać!
środa, 19 grudnia 2018
Debiut wędzenia świątecznych szyneczek
Wreszcie się udało!
Od kilku lat zbierałem się do tego zadania.
Zawsze jakoś tak się układało, że nie było czasu, pogody, chwili skupienia, możliwości ostatecznego przygotowania.
Tym razem zabrałem się do tego wcześniej, aby wreszcie spełnić swoje plany.
Nie chciałem wydawać pieniędzy na zakup gotowych wędzarni ogrodowych, choć Allegro "ugina się" od tego typu ofert a najtańsze kosztują ok. 300 złotych.
Kilka lat temu mój tata przywiózł mi "wynalazek", który miał pełnić funkcję wędzarni - a mianowicie bęben po starej, PRL-owskiej, kultowej pralce Frani. Stała od tamtego czasu w kącie pod płotem czekając na swoje "pięć minut". Moim zadaniem było dorobić do niej palenisko i połączyć wszystko w całość.
Pomysłów było parę, jednakże wybrałem taki, który pozwolił mi wykonać wszystko z dostępnych u siebie materiałów, aby jak najmniej dokupować i dorabiać.
Miałem prawie całą rurę spiro, kawałek płyty żeliwnej po rozebranej kuchni węglowej i kilkanaście cegieł szamotowych po piecu kaflowym mojej babci oraz jakiś blaszany dekiel. Dokupiłem jedynie kołnierz do zamontowania rury i węglarkę, która posłużyła za wnętrze paleniska, do której dorobiłem ruszt z gwoździ krokwiaków. Całość ustawiłem w ostatnią sobotę "na sucho" w swoim przydomowym lasku. Blaszaną węglarkę obłożyłem cegłami, przykryłem żeliwną taflą, wypuszczając kołnierz umożliwiający nasadzenie rury kominowej, którą połączyłem z bębnem w miejscu po wirniku pralki. Funkcję drzwiczek pełnił blaszany dekiel podparty cegiełką. Przygotowałem odpowiednie drewno - postawiłem na olchę i śliwę.
Mięsko, dzięki mojej teściowej, peklowało się już od tygodnia - 2 ładne szynki. Nie chciałem robić od razu dużo, gdyż nie byłem pewien swoich możliwości i nie chciałem zepsuć ewentualnego jedzonka.
Wczoraj wziąłem urlop i z samego ranka wybrałem się na wieś.
Rozpocząłem od rozpalenia, wyprodukowania żaru i nagrzania wędzarni.
Od kilku lat zbierałem się do tego zadania.
Zawsze jakoś tak się układało, że nie było czasu, pogody, chwili skupienia, możliwości ostatecznego przygotowania.
Tym razem zabrałem się do tego wcześniej, aby wreszcie spełnić swoje plany.
Nie chciałem wydawać pieniędzy na zakup gotowych wędzarni ogrodowych, choć Allegro "ugina się" od tego typu ofert a najtańsze kosztują ok. 300 złotych.
Kilka lat temu mój tata przywiózł mi "wynalazek", który miał pełnić funkcję wędzarni - a mianowicie bęben po starej, PRL-owskiej, kultowej pralce Frani. Stała od tamtego czasu w kącie pod płotem czekając na swoje "pięć minut". Moim zadaniem było dorobić do niej palenisko i połączyć wszystko w całość.
Pomysłów było parę, jednakże wybrałem taki, który pozwolił mi wykonać wszystko z dostępnych u siebie materiałów, aby jak najmniej dokupować i dorabiać.
Miałem prawie całą rurę spiro, kawałek płyty żeliwnej po rozebranej kuchni węglowej i kilkanaście cegieł szamotowych po piecu kaflowym mojej babci oraz jakiś blaszany dekiel. Dokupiłem jedynie kołnierz do zamontowania rury i węglarkę, która posłużyła za wnętrze paleniska, do której dorobiłem ruszt z gwoździ krokwiaków. Całość ustawiłem w ostatnią sobotę "na sucho" w swoim przydomowym lasku. Blaszaną węglarkę obłożyłem cegłami, przykryłem żeliwną taflą, wypuszczając kołnierz umożliwiający nasadzenie rury kominowej, którą połączyłem z bębnem w miejscu po wirniku pralki. Funkcję drzwiczek pełnił blaszany dekiel podparty cegiełką. Przygotowałem odpowiednie drewno - postawiłem na olchę i śliwę.
Mięsko, dzięki mojej teściowej, peklowało się już od tygodnia - 2 ładne szynki. Nie chciałem robić od razu dużo, gdyż nie byłem pewien swoich możliwości i nie chciałem zepsuć ewentualnego jedzonka.
Wczoraj wziąłem urlop i z samego ranka wybrałem się na wieś.
Rozpocząłem od rozpalenia, wyprodukowania żaru i nagrzania wędzarni.
Kiedy już pięknie się żarzyło nadszedł czas na zapakowanie szynek do bębna.
I około godziny jedenastej rozpocząłem kilkugodzinny proces wędzenia.
Po trzech godzinach mięsko już miało piękny złoty kolor.
Po kolejnych trzech, czyli razem sześciu godzinach wędzenie zakończyłem,
a przez kolejne dwie zaparzałem wędliny w gorącej wodzie pilnując, aby temperatura nie wzrosła powyżej 80 stopni C.
O godziny 19tej był koniec - szyneczki wyjęte do obsuszenia i wystygnięcia.
Zostało jedynie pozmywać garnki, wykąpać się, bo pachniałem jak trzecia szynka i wracać do Radomia, do żony i dzieci ciekawych moich kulinarnych wyczynów.
Jeszcze nie próbowaliśmy, ale jeśli wyszło smakowicie, to myślę, że kolejny raz będzie już łatwiejszy!
Myślę, że wynalazek spełnił swoją funkcję pozwalając zaoszczędzić kilka złotych i wyprodukować swojskie jadło!
Życzę Wam wspaniałych, rodzinnych, błogosławionych Świąt
pachnących choinką
i choć trochę smakowitą wędzonką ... :-)
piątek, 23 listopada 2018
I lato, i jesień, i zaraz zima 2018
Lato minęło bezpowrotnie...
Złota jesień również...
Teraz trwa ta niezłota, zimna, wietrzna, pluchowata...
Parę dni temu spadł już pierwszy śnieg... I zima za pasem!
Dobrze, że dzień wcześniej pograbiłem liście i skosiłem ostatnią trawę.
Słonko tak jaskrawie świeciło, że nic nie zapowiadało niedzielnej śnieżycy.
Tonia dzielnie pomagała mi w pracy, a Ignaś biegał z aparatem uwieczniając nas na fotografiach.
Kilka dni temu obchodziliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości.
Tradycyjnie już nie mogło nas zabraknąć na uroczystościach.
Urosła mi już ta moja gwardia!
Kocham ten czas, kiedy możemy uciec z miasta i wolne chwile spędzać na wsi grzejąc się przy kominku w blasku migoczącego ognia...
czwartek, 12 kwietnia 2018
Wiosna 2018
Rosną dzieci...
Kiedy zaczynałem pisać tego bloga moja Tosia miała pół roczku!
A teraz?! Uczennica pierwszej klasy! Ignaś już w czwartej a Filipek w piątej!
A Olafek właśnie skończył 6 lat!
Rozpoczęła się kolejna wiosna w naszym życiu!
A z wiosną ruszyliśmy na wioskę.
W "moim lesie" wygrabiłem kiladziesiąt taczek liści! I to tylko po zimie, bo na jesieni większośc była pozbierana! Czekam jeszcze na moje dęby, aby zrzuciły suche listki, które uparcie się trzymają gałązek. Za chwile wypchną je młode pędy.
czwartek, 21 grudnia 2017
Upłynął niemal rok, ale genealogia prawie gotowa!
Nie pisałem dawno... Nie było czasu....
Potrzebny był na inne sprawy... Dzieci... Praca... Dom... Jak u większości z Was!
Ale nie tylko!
Przez cały czas pracuję po nocach nad zgłębianiem historii rodziny i, przy okazji, mojego regionu.
Pojawiają się jeszcze niewidome i "dziury" w danych, niemniej większość jest gotowa. Całe drzewo do 7 albo 10 pokoleń wstecz!
Smerdzyńskich z parafii w Końskich odkryłem i powiązałem do 1580r. !
W Kępińskich z Kunowa zabrnąłem do 1680r. O Fornalskich pisałem już wcześniej.
Rodzinę z Chmielnika: Możdzyńskich, Szymańskich, Zacharskich i większość innych gałęzi głównie z parafii w Chlewiskach - wytropiłem do II połowy XVIII wieku.
Przy Pawlakach z Pawłowa w gminie Chlewiska doszedłem do 1784r.
Jestem na ukończeniu spisywania dziejów naszego rodu na tle przemysłowej historii wsi, jako ważnego ośrodka w Staropolskim Okręgu Przemysłowych. Moi przodkowie byli pracownikami przy działających tam zakładach produkujących stal i narzędzia - we fryszerkach, pudlingarniach, kuźnicach!
Ale o tym już niebawem...
Przedstawiam zdjęcie mojego dziadka Bronisława Pawlaka wykonane zapewne tuż przed wojną lub w pierwszych latach okupacji hitlerowskiej około 1940 roku.
Potrzebny był na inne sprawy... Dzieci... Praca... Dom... Jak u większości z Was!
Ale nie tylko!
Przez cały czas pracuję po nocach nad zgłębianiem historii rodziny i, przy okazji, mojego regionu.
Pojawiają się jeszcze niewidome i "dziury" w danych, niemniej większość jest gotowa. Całe drzewo do 7 albo 10 pokoleń wstecz!
Smerdzyńskich z parafii w Końskich odkryłem i powiązałem do 1580r. !
W Kępińskich z Kunowa zabrnąłem do 1680r. O Fornalskich pisałem już wcześniej.
Rodzinę z Chmielnika: Możdzyńskich, Szymańskich, Zacharskich i większość innych gałęzi głównie z parafii w Chlewiskach - wytropiłem do II połowy XVIII wieku.
Przy Pawlakach z Pawłowa w gminie Chlewiska doszedłem do 1784r.
Jestem na ukończeniu spisywania dziejów naszego rodu na tle przemysłowej historii wsi, jako ważnego ośrodka w Staropolskim Okręgu Przemysłowych. Moi przodkowie byli pracownikami przy działających tam zakładach produkujących stal i narzędzia - we fryszerkach, pudlingarniach, kuźnicach!
Ale o tym już niebawem...
Przedstawiam zdjęcie mojego dziadka Bronisława Pawlaka wykonane zapewne tuż przed wojną lub w pierwszych latach okupacji hitlerowskiej około 1940 roku.
A z okazji zbliżających się Świąt składam Wszystkim
najlepsze życzenia!
Żeby anioły Was strzegły i patronowały na kolejny Nowy 2018 Rok.
I było miło, ciepło i zdrowo.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Wakacje 2017 wystartowały
Wystartowały wakacje, choć nie z kopyta. Ignaś kilkanaście dni przed końcem edukacji zwichnął nogę skacząc w szkole na schodach - najpierw przez tydzień nosił longetę, a teraz dźwiga gips. Tosia w pierwszą sobotę wakacji przeszła zaplanowany wcześniej zabieg usunięcia migdałka nosowego - więc gardło obolałe i antybiotyk osłonowo. Chwilowo więc rozkręcamy się, dochodząc do siebie, podczas leniwej blokowej rekonwalescencji. W krótkich przerwach pomiędzy miejską egzystencją uciekamy na nasze łono natury. Udało nam się nawet troszkę pogrilować przy małym ognisku w promieniach zachodzącego słońca pod naszą chatką.
wtorek, 25 kwietnia 2017
Wczesną wiosną urosła wiatka
Od kilku już lat lubię coś stworzyć wczesną wiosną.
Najbardziej lubię wykorzystać pierwsze ciepłe i słoneczne dni marca.
Tym razem dzięki mojemu tacie, który na jesieni włożył masę pracy i naszykował cały materiał oraz wspaniałemu Panu Andrzejowi z Majkowa, który zechciał z niego budować - powstała nowa drewutnia!
Choć wyszła jak altanka grillowa!
I gdzie ja złoże to drewno kominkowe?
Muszę tworzyć dalej...
piątek, 3 lutego 2017
Nieznana karta historii rodzinnej - zabawa w genealoga...
Rok 2016 minął bezpowrotnie... A nawet zleciał już styczeń! Jak zawsze do tej pory szybko, znienacka, nagle... Postarzał nas o kolejny rok.
Jesiennozimowe wieczory nastroiły mnie nostalgicznie. Upływający czas natchnął mnie na poszukiwania korzeni rodzinnych. Od października kopię w Internecie, szukam w archiwach, urzędach, muzeach... Swoje poszukiwania skupiłem wokół osoby mojego dziadka Józefa Leona Nowakowskiego. W ciągu tych kilku miesięcy, moja wiedza znacznie poszerzyła się, w stosunku do tej, jaką miałem przy pisaniu jeszcze parę lat temu tych postów: klik1 i klik2. Poznałem więcej faktów i zdarzeń z życia dziadka Lolka i jego rodziny, o jakich do tej pory nie miałem pojęcia.
Nieocenioną pomoc otrzymałem od Pani Bożenki, która nauczyła mnie tajników genealogii - wskazała linki do stron internetowych: specjalnych wyszukiwarek, baz danych, cyfrowych bibliotek i banków zdygitalizowanych starych akt metrykalnych. Dzięki niej nawiązałem kontakt, z dalekim kuzynem, Krzysztofem, nieznanym przeze mnie do tej pory, pasjonatem rodzinnej genealogii. Dotarłem do naszych wspólnych korzeni, aż 8 pokoleń wstecz i teraz już razem szukamy dalej...
Okazało się, że dziadek Lolek był wnukiem, pochodzącej z Kunowa, Florentyny Fornalskiej. Idąc dalej w poszukiwaniach odnalazłem i odkryłem piękną kartę naszego bezpośredniego przodka, a jej dziadka - będącego dla mnie 4xpradziadkiem - Franciszka Fornalskiego.
Był to dzielny ułan walczący u boku księcia Józefa Poniatowskiego. Wachmistrz 4. Pułku Jazdy Wojsk Księstwa Warszawskiego, Franciszek Fornalski, brał udział we wszystkich najsłynniejszych kampaniach w Prusach w 1806, w Galicji w 1809, w Rosji w 1812 i w Saksonii w 1813 roku. Uczestniczył w słynnych bitwach ery napoleońskiej: pod Wałami, Frydlandem, Żarnowiem, Smoleńskiem, Możajskiem, Borodinem, Wiaźmią, Czarykowem, nad Berezyną, pod Wittenbergą i w tej tragicznej pod Lipskiem tzw. "Bitwie Narodów". Jako kapral 4. Pułku Jazdy w 1808 roku, za swoje bojowe zasługi, został Kawalerem Orderu Virtuti Militari, zaś w 1813 - Kawalerem Orderu Legii Honorowej, a już jako emeryt w 1857 roku otrzymał Order Św. Heleny. W 1814 roku odszedł z wojska w stopniu sierżanta, a następnie otrzymał rządową posadę strażnika leśnego w okolicach Iłży i Kunowa, na której pracował do swej emerytury. W 1822 decyzją sądu w Radomiu otrzymał potwierdzenie szlachectwa. Zmarł w swym domu w Nietulisku Dużym. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Kunowie. Jego piękny nagrobek, podkreślający zaszczytną służbę wojskową, stoi do dziś na tym cmentarzu. Staraniem pasjonatów historii i lokalnych patriotów, takich jak kuzyn Krzysztof, został niedawno odnowiony i wpisany do rejestru zabytków. Losy ułana Franciszka są chlubą dla całej ziemi kunowskiej. W listopadzie, na Święto Niepodległości, wybraliśmy się z dziećmi na jego grób. Było to niezapomniane przeżycie i dla mnie, i dla dzieci, pokłonić się nad mogiłą świeżo odnalezionego, a tak zacnego, przodka. Nagrobek ten - unikat sztuki kamieniarskiej - jest obeliskiem w kształcie słupa, który od czasów wczesnosłowiańskich symbolizuje grób wojownika. Wykonany jest z miejscowego piaskowca kunowskiego - jest stylizowanym postumentem dla wiszącej na nim wojskowej szabli oraz leżącego na szczycie czako ułańskiego, ozdobionego trzema przyznanymi Franciszkowi orderami.
O całej jego pięknej historii świadczą odnalezione również dokumenty. A z racji, że znajdują się pod moim nosem, w radomskim Archiwum Państwowym, łatwo do nich dotarłem. Tym bardziej, że miałem już kopie i dokładne informacje od Krzysztofa. Podczas wizyty w archiwum miałem możliwość dotknąć, przekartkować i poczytać pożółkłe stare papiery zawierające niemalże całe życie ułana... Miałem przed sobą urzędowe odpisy patentów nadawanych mu odznaczeń, listy stanów służby wojskowej, życiorysy, podania, legitymację szlachectwa... Przeszło sto stron dokumentacji... Oto kilka najciekawszych dokumentów z teczki Franciszka Fornalskiego.
Odpis nadania Virtuti Militari z 1808 roku przez księcia Józefa Poniatowskiego:
Ten sam dokument potwierdzony urzędowo:
Odpis nadania Orderu Św. Heleny z 1813 roku:
Okładka teczki osobowej "strażnika leśnego",
sygnatura 11423 w Archiwum Państwowym w Radomiu:
Jedna ze stron zawierająca tzw. "listę stanu służby":
Ułańskie czako, głownia szabli i ordery na nagrobku Franciszka:
Inskrypcja nagrobna i data śmierci według kalendarza juliańskiego:
Nagrobek znajduje się w centralnej części cmentarza w Kunowie - widać go prosto z bramy:
Bezimienne zdjęcie przechowywane w moim domowym archiwum skrywało postać babci dziadka Lolka - czyli praprababcię Florentynę Nowakowską z Fornalskich ze swym mężem Józefem i starszymi dziećmi: Wacławem i Eleonorą.
Pięciokrotne prawnuki przy grobie swojego przodka Franciszka Fornalskiego.
W ciągu tych kilku miesięcy od października, zbudowałem szerokie drzewo genealogiczne. Odszukałem większość przodków ze wszystkich swoich gałęzi - od wszystkich ośmiorga pradziadków.
Dalej szukam informacji o dziadku Lolku. Czekam na wyniki kwerend z archiwów w Gdyni, Kielcach, Warszawy, parafii w Glinianach, IPN-u... Zobaczymy, co odkryje się w najbliższym czasie..?
A w poszukiwaniach, jak to w poszukiwaniach - raz można dokopać się do złota, a innym razem do ... błota... - żeby nie powiedzieć gorzej. W trakcie swojej kwerendy znalazłem wśród przodków i kuzynów: oprócz wspomnianego ułana, innych powstańców listopadowych, styczniowych, warszawskich, żołnierzy od Andersa, Maczka, czy Hubala-Dobrzańskiego, pilota z dywizjonu 304, śpiewaka operowego, korespondenta Radia Wolna Europa, kilku oficjalistów (ekonomów, karbowego), paru kowali, rymarzy, cieśli, kamieniarzy... Oprócz takich diamentów natrafiłem jednak i na przeszłość kryminalną, i na fałszerstwa aktów metrykalnych, i ucieczki małżonków, i nieprawe związki, i nieślubne dzieci...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































