poniedziałek, 8 czerwca 2015

Długi weekend czerwcowy

Wróciliśmy! Ale wyjazd: od środy do niedzieli!
Pogoda wspaniale rekreacyjna - lato prawie w pełni.
Pretekstem spotkań z naszymi przyjaciółmi: Madzią, Pawłem i Andrzejkiem była 9 rocznica urodzin mojego najstarszego synka Filipa, którą będzie obchodził za dwa tygodnia 22.06.
Trochę przed czasem ten tort, ale za te parę dni impreza w tym gronie mogłaby się nie powieść - bo ciocia Madzia już odlicza dni do rozwiązania i przywitania na świecie dzidziusia Piotrusia! Więc urodzinki przenieśliśmy na ten długi weekend i tym sposobem kinderbal był trzydniowy - od Bożego Ciała do soboty.
Tort tym razem nie był roboty mamusinej, ale radomskiej cukierni Ciacho-Mania.
Motywem przewodnim była polewa w odcieniach ulubionego przez Jubilata moro oraz rower - ulubione hobby Filipa.


Ciacho było pyszne, że palce lizać!


W programie imprezy były: gra w piłkę nożną (w prezencie jubilat dostał korki, więc się rozumie samo przez się), tory przeszkód (animowane skutecznie przez wuja Pawła) z przewrotkami, przeskokami, biegami - wszystko na czas i na dokładność. Kibicowanie i rywalizacja stała na wysokim poziomie, jednakże smak porażki zawsze jest gorzki lub chociaż gorzkawy! Nie obyło się bez rozgoryczenia poniektórych... Mimo tego, tak się dzieciakom spodobało, że później sami wymyślali kolejne konkurencje i trasy.



Dla odprężenia do łask wróciła piaskownica, choć w którymś z poprzednich postów pisałem, że już się w niej nie bawią, a wymagają innych zabaw i wyzwań!
A tu proszę - parogodzinna zabawa w lekko zdezelowanej piaskownicy z błockiem ("betonem") w roli głównej.



Dla wygłodniałych gości i gospodarzy przygotowałem ognisko, ale tym razem nie zwyczajne kiełbaski tylko niecodzienne jadło: kociołek, czyli ziemniaczki z warzywami: marcheweczką, pietruszeczką, koperkiem, szczypiorkiem i z rumianą kiełbaską, duszone nad ogniskiem.





Proste i smaczne jedzenie!



Korzystając z wolnego czasu udało mi się w tym roku pamiętać o kwitnącym czarnym bzie.
Narwałem całą łubiankę kwiatów z rosnących tuż przy płocie krzewów i według przepisu znalezionego w sieci sporządziłem zalewę!
Ponad 30 baldachów kwiatów zalałem  roztworem sporządzonym z  1 litra wrzącej wody, kila cukru i soku z 2 cytryn. Taka zalewa ma postać przez dwa dni i gotowe.


Niestety, po kilku dniach spędzonych na wsi, trzeba było wracać do miejskiego życia - do Radomia - jutro do przedszkola, szkoły i pracy.
Na szczęście wakacje za pasem!
Buzie dzieciaków uśmiechają się już na samą myśl o wolności i letnich zabawach na wsi.



A słój przyjechał z nami do miasta. Dziś trzeba go przecedzić, zapasteryzować i zlać do buteleczek.






Brak komentarzy: