W tym roku włożyliśmy sporo pracy w nasz zagajnik. Podcięte drzewa, uprzątnięte kretowiska, przetoczone głazy - wygospodarowane nowe miejsce. Wszystko dla moich milusińskich. Już im nie wystarcza piaskownica i zjeżdżalnia. Szukają nowych wrażeń i zabaw. Od jakiegoś czasu słyszę: "Tatusiu, a zrobisz nam domek na drzewie?" Domku na razie zrobić im nie mogę, bo ani czasu, ani możliwości nie mam, ale wymyśliliśmy z żoną małą "wioskę indiańską": huśtawki, bujawki, drabinki, a do tego namiot, ognisko, scyzoryki, łuki, dzidy...
Nową wioskę przetestowaliśmy podczas majowych spotkań z przyjaciółmi.
Przez dwa weekendy świętowaliśmy siódme urodziny Ignasia. Tort śmietanowy autorstwa babci Lenki i mojej żony smakował na werandzie pysznie.
Zabawa była udana.
Mali Indianie łazili po drzewach, ostrzyli koziki, trenowali celność, smażyli kiełbaski nad ogniskiem.
Kiedy nastąpiła zmiana turnusu i gości wyruszyliśmy na pokazanie okolicy.
Tradycyjnie w stronę młyna i "na dymarki" do źródełka. Niestety - nasz ładny leśny dukt, główne miejsce spacerów, został rozkopany i rozjeżdżony przez koparki, spychacze i samochody ciężarowe podczas robót nad skanalizowaniem naszej wsi, a tuż przy malowniczo położonym źródle wyrósł budynek oczyszczalni ścieków. Nasza dróżka do źródełka straciła swój urok i klimat, mam nadzieję, że tylko tymczasowo, dopóki nie porośnie zielenią od nowa. Dzieciakom jednak to nie przeszkadzało w ogóle - kamienie, korzenie, błoto było świetną inspiracją do zabawy...
Tosia pełniła honory gospodarza i oprowadzała koleżankę po ciekawych miejscach.
Nazbierała z koleżanką piękne bukiety polnych bratków, które później stały we flakonach jeszcze przez kilka dni po powrocie do miasta.
Dziś zbliża się dłuższy weekend, a my znowu wybieramy się na wieś. Już pewnie czeka nasza mała jaszczureczka w drugim krzaczku bukszpanu...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz